25.04.09
Zorze zagłady
Przebywałem w nieznanym mi budynku, razem z rodziną i kilkoma obcymi ludźmi. Miejsce to było dość zaniedbane, brudne i chyba przeznaczone na rozbiórkę niż na coś bardziej zdatnego do zamieszkania, czy choćby samego przebywania.
Chodzę samotnie po korytarzach i pustych pomieszczeniach, z przerwą na krótką wymianę mało znaczących zdań z napotkanymi osobami. Głowa jedna co sen ten stworzyła wie, po co my tu u diabła jesteśmy.
W pewnym momencie znalazłem się przy szybie sporego okna. Pole widzenia było dość dalekie i obszerne na całe miasto, ale takie wyludniałe lub zaniedbane miasto, dodatkowo zagrzebane w bujnej przyrodzie, która najwidoczniej postanowiła odebrać swoje pierwotne ziemie, bardzo nieliczne szczyty bloków wystawały ponad korony drzew. Resztę tego nijakiego widoku, zajmowało klarownie czyste niebo, ogromne błękitne płótno nad planetą ziemią. Wtedy zaczęło dziać się coś niedobrego. Błękit nieba gwałtownie przeszedł w ciemniejszy odcień koloru granatowego, by za chwile kompletnie przemienić się w ponurą czerń. W tle nieustannie rozbrzmiewał ciężki pomruk z nieznanego źródła, jakby ogromne złowrogie cielsko niebieskie powoli toczyło się po przestrzeni kosmicznej w naszą stronę, już ocierając się o nasze pola magnetyczne. W istocie nic takiego się nie wydarzyło, ale i tak za chwile miało zrobić się groźnie.
Jak jedwabne chusty szarpane przez wiatr, polarne zorze rozprzestrzeniły się po czarnym nieboskłonie, każda koloru zielonego. Nie było czym się zachwycać, wiedziałem już że grozi nam wszystkim bardzo duże niebezpieczeństwo.
Kiedyś, w jakimś artykule, jakiś naukowiec ostrzegał przed tym zjawiskiem, w rzeczywistości będące efektem gwałtownych rozbłysków na słońcu, które nastąpić miały w roku 2012. Wynikiem tego miał być globalny paraliż wszystkiego co zasila prąd, cofając w ten sposób naszą cywilizację do epoki średniowiecza. Jednak w moim śnie cywilizacyjna apokalipsa nastąpiła o 3 lata za wcześnie. Mało tego, zjawisko okazało się powszechnie groźne dla ludzkiego zdrowia.
Po pierwsze, zielone mgławice sunące po niebie, nim zniknęły, zbiły się w ciasną trójwymiarową kulę energii, w tysiące kul, bombardując co się tylko dało. Ziemia drżała i błyskała od zielonych eksplozji.
Po drugie, drastycznie rosło promieniowanie.
Nieoczekiwanie znalazłem się na gołym betonie, nawierzchni parkingu przed budynkiem, w którym dopiero co spacerowałem po korytarzach. Z początku leżałem tylko na plecach, spoglądając na apokaliptyczne przedstawienie. Czułem spokój, nie bałem się, ale fizycznie czułem się coraz gorzej przez palące jak gorączka promieniowanie. Byłem tu sam, inni schowali się w podziemnym schronie, nie wiem czemu ja tego nie zrobiłem.
Zielona kula spadła nagle nieopodal, na moje nogi posypały się szczątki gruzu. Zamknąłem oczy, przykryłem dłońmi uszy i skuliłem się najmocniej jak mogłem… a sen dobiegł końca.





Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.