19.05.09
Zachmurzony świat
Dawno nie umieszczałam żadnych swoich snów, dlatego chyba muszę to nadrobić
Dziś śniły mi się różne, dziwne rzeczy. Zawikłana historia, poplątane wątki, w których można się zagubić.
Zaczęło się od mojego powrotu do domu. Kierowałam się ulicami Torunia na pobliski dworzec PKS. Po drodze spotkałam koleżankę, była całkowicie pijana, ledwo trzymała się na nogach. Nakłoniła mnie abym poszła z nią do jakiegoś supermarketu. Zgodziłam się, choć nie było to mi na rękę. Czas płynął, godzina za godziną, a ja nie miałam odwagi opuścić jej, by zdążyć na najbliższy autobus. Było już późno, gdy w końcu znalazłyśmy się na dworcu. Akurat zdążyłyśmy na jeden z busów do domu, jednak jak to często w snach, został odwołany. Dworzec wyglądał całkowicie inaczej niż w rzeczywistości. Ciasny, ciemny, dziwnie czułam się przebywając tam. Wszyscy ludzie zgromadzeni przy oknach wpatrywali się w tą deszczową pogodę. Nic mi nie wychodziło, nie wiedziałam jak dostać się do domu. Miałam już dość tego miasta.
Dalej historia toczy się już „na szczęście” w moim domu, a dokładniej na moim podwórku. Wszyscy domownicy znajdowali się na zewnątrz. Podobnie jak na dworcu, obserwowali zachmurzone niebo. Gromadziły się coraz większe chmury, w końcu niebo zaczęło wirować. W oddali zauważyliśmy pędzące ku nam tornado. Nie pamiętam, o co chodziło, wiem tyle, że poczułam w sobie moc, jakby spłynęło na mnie natchnienie. Uniosłam się do góry, zaczęłam lecieć w stronę tornada…
Obudziłam się. Jednak nadal we śnie. Byłam w nie swoim pokoju. Wiem, że byłam smutna, czymś zmartwiona. Straciłam jakby sens życia.


(1 głosów, średnio: 4,00 na 5)

Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.