20.12.08
W szponach mroku
…dookoła mrok… nie widać nic… wszędzie jest czarno… nagle wychodzę na jakąś niewielką górkę. nade mną rozciąga się gwieździste niebo. stoję na szczycie. Robię krok przed siebie i nagle wchodzę w oświecone blaskiem księżyca podwórko. w dół ciągną się schody, podobne do trybun na boiskach piłkarskich. na nich siedzą ludzie. wszyscy ubrani są na czarno. rozmawiają ze sobą, śmieją się…na samym dole stoi budynek (sennik budynek). słychać głośną muzykę, widać zapalone światła… w drzwiach stoi wysoki, ciemnowłosy chłopak (sennik chłopak). bardzo przystojny. ubrany jak inni na czarno. na jego twarzy maluje się spokój, wręcz obojętność, i pewność siebie. wyglądał jakby nic nie mogło go zaskoczyć… zauważył mnie. podchodzę do niego. jestem niczym zaczarowana jego osobą. jakby rzucił na mnie urok. nie uśmiecha się. nie okazuje emocji… wita mnie. chwile rozmawiamy. z każdym Jego słowem czuję jakbym coraz bardziej plątała się w Jego sidła… wprowadza mnie do środka. wewnątrz panuje gwar. nie słyszę słów. dla mnie to jeden wielki bełkot (sennik kot). nie widzę też ludzi. wiem że tam są ale ich nie widzę. jedyne co mam przed oczyma to jasne światło… wchodziłam gdzieś po schodach, byłam w dużym pokoju, gdzie odbywała się cała impreza. wiedziałam że tam są ludzie. ale ich nie widziałam. widziałam tylko przemykające obok mnie rozmyte cienie. po całym domu oprowadzał mnie On. byliśmy niezauważeni. wszyscy byli zajęci sobą. po chwili wyszliśmy z powrotem na zewnątrz. staliśmy w drzwiach i rozmawialiśmy. byłam zauroczona Jego osobą…wtedy nagle coś zaczęło się dziać…nagle wszyscy zaczęli cichnąć. padali na schody na których siedzieli. coś ich zabijało. nie wiedziałam co to jest. byłam przerażona. widziałam jak wszyscy ludzie padają nagle jak muchy. On przyciągnął mnie do siebie. widziałam w jego oczach, że wie co się dzieje, ale nic nie mówił…po chwili milczenia powiedział, żebym się schowała. weszłam do przedsionka budynku. ciężko oddychałam. bałam się, choć sama nie wiedziałam czego. wtedy zwróciłam uwagę, że gwar w budynku ucichł. znów oślepiło mnie jasne światło. ale mimo tego wiedziałam że wszyscy, tak jak ci na zewnątrz ,leżą martwi. On przyszedł po mnie i kazał wyjść. powiedział że to jakaś zaraza, że wszyscy umierają, że muszę uciekać. ale nie było gdzie. dookoła był mrok. nie było drogi wyjścia. tylko ja i On nie byliśmy zarażeni. ja miałam być następna. czułam coś dziwnego, że on mimo wszystko i tak nie zostanie zarażony. zastanawiałam się czemu…jakby był odporny na wszelkie zło jakie dosięga ludzi… jakby nie był człowiekiem…moje rozmyślania przerwał jego głos . jak zawsze spokojny, choć tym razem trochę szybciej mówił. kazał mi uciekać, ale nie wiedziałam gdzie. wziął mnie za rękę i pociągnął na szczyt schodów. próbowałam uciec tą samą drogą którą przyszłam…ale jakby była zamknięta. On sprawdzał z drugiej strony. znów złapał mnie za rękę. pociągnął mnie za sobą z powrotem do budynku. weszliśmy do niego. nagle ludzie zaczęli podnosić się z podłogi… ale to nie były już te same osoby…oni już nie żyli…uciekliśmy na dwór. ale tam było to samo…wszyscy budzili się jakby ze snu…jednak nie byli już ludźmi…ich twarze przybrały bladozieloną barwę. chodzili wszędzie niczym ślepcy. nie wiedzieli, co się z nimi dzieje. nagle stwory z budynku zaczęły wychodzić. chciały nas złapać. On kazał mi uciekać na szczyt górki. nie chciałam go zostawiać. łzy stanęły mi w oczach. On jednak stał przy swoim. kazał mi uciekać. twierdził że sobie poradzi. pobiegłam więc na szczyt schodów mijając martwe, jeszcze nie ‘przebudzone’ ciała. widziałam jak kolejni martwi ‘budzą’ się do życia. stanęłam na szczycie schodów i spojrzałam w stronę drzwi (sennik drzwi). zobaczyłam Jego. wchodził do budynku. zapłakałam. chciałam do niego wrócić. ale było już za późno. za późno dla mnie. wiedziałam, że On da sobie radę. że nic mu nie będzie. ale wiedziałam też że już nigdy go nie zobaczę. wtedy ocknęłam się. zdałam sobie sprawę, że te żywe trupy podchodzą do mnie. stałam chwilę myśląc, co zrobić. chciałam jeszcze raz Go zobaczyć, móc poczuć jego dłoń (sennik dłoń) na swojej…pocałować…ale musiałam uciekać…zniknęłam w mroku uciekając drogą którą przybyłam…




Witaj, jestem po lekturze snu, tyle w nim szczegółów /nie zawsze się pamięta, po przebudzeniu/, sen niesamowity…
GRATULUJĘ wygranej!
Pozdrawiam, Ella