13.05.09
Tonąc w barwach
Byłam w moim mieszkaniu, w dużym pokoju. Był bałagan. Spojrzałam przez okno. Na zewnątrz było pięknie. Słońce, zieleń i gdzie niegdzie szafirowe kałuże wody na ścieżce. Wyszłam na dwór. Podchodziłam do wody. Moczyłam nogi. Zachwycałam się widokiem placu, soczystością barw, pięknem dnia… Spotkałam syna sąsiada. Podszedł do mnie, coś mu mówiłam. Poszliśmy do klatki niosąc jakieś gry (chyba). Weszliśmy do mnie. Robił dużo hałasu, a ja ciągle go uciszałam, bo mógł obudzić moją rodzinę. Zostawił coś i wyszedł. Stałam chwilę przy oknie i patrzyłam na to wszystko. Było piękne. Dlatego postanowiłam wziąć aparat i zrobić kilka zdjęć. Pstrykałam jedno za drugim. Wtedy zauważyłam, że jest coraz więcej wody. Miała piękny kolor. Usłyszałam tatę. Wychodził z psem na spacer. Widziałam pomarańczową i seledynową piłkę. Na zewnątrz okazało się, że prócz naszego psa, którego mamy w realu mamy jeszcze jakiegoś szczeniaczka. Poziom wody nie był wysoki. Psy biegały po niej i bawiły się uciekającą piłką… Widziałam sąsiada bawiącego się ze swoim psem. Rozmawiał z tatą. Robiłam zdjęcia psiakom i całemu placu. Wody było coraz więcej. Rozlewała się po całej drodze. Nie było głęboko. Nie zapomnę tego koloru komponującego się z zielenią drzew i trawy, błękitem nieba, bielą chmur, złotym słońcem. Przebudziłam się


(2 głosów, średnio: 4,50 na 5)

Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.