07.08.10

Sen o potworze

Iva

Śniło mi się, że :

Byłam na jakiejś wyspie w zamku.
Zamek był naprawdę wspaniały, lecz po jakimś czasie do niego zaczęli dobijać się ludzie.
Ubrani byli w jakieś starodawne ubrania, a ich zamiary co do budowli nie były pozytywne.
Ja, wraz z grupką ludzi postanowiliśmy stamtąd uciec. Choć nie miałam pojęcia kim oni są, ani gdzie ja jestem. Ruszyłam za jakąś dziewczyną, mimo, że jej nie znałam od razu zaczęłam jej ufać i pobiegłam za nią.  Ludzie z zamku rozproszyli się, ta dziewczyna co z nią byłam, wpadła na to, by wybrać wbrew przekonaniom najłatwiejsze wyjście (czyli wyjść główną bramą). Nie pozostało mi nic innego jak jej zaufać, wybiegłyśmy na most. Były tam tłumy ludzi. Nie wiem, czy dobrzy czy źli. Jednak w oczy mi się rzucało, że jedni w ogóle nie mieli oczów. Zamiast tego czarne dziury, ubrani byli cali na czarno. Odrzucał mnie ten widok, mimo wszystko wiedziałam, że nie mogę im się przyglądać. Ruszyłam z tą dziewczyną przez las, jakąś ścieżką. Uznałam, że wszelkie kłopoty się zakończyły. Pojawiali się inni ludzie, jednak oni byli czymś przerażeni. Moja tymczasowa przewodniczka zaczęła uciekać, ja nie miałam pojęcia przed czym. Zaczęłam się rozglądać, tłumy ludzi uciekały przed jakimś zmutowanym stworem. Stwór, przypominał z lekka niedźwiedzia, tylko że był większy i miał futro we krwi. Porywał on ludzi i zagryzał rozszarpując na strzępy. Wybierał odosobnionych ludzi. Ja zaczęłam przed nim uciekać, w pewnej chwili zdałam sobie sprawę, że zostałam na uboczu. Choć nie chciałam w to uwierzyć, wiedziałam że teraz zapoluje na mnie. Nie myliłam się, to ruszyło na mnie i jakby uśmiechnęło się złośliwie. Biegłam ile sił, dobiegłam na malutką wysepkę (miała może z 10m) woda wokół niej była płytka, mimo to sięgała mi do pach. Wskoczyłam na wysepkę a stwór za mną. Dostrzegłam dopiero z bliska, że na tej wysepce znajdują się ludzie, jakby przybici do krzyża.  Przyglądali się mi, a ja wiedziałam że ani ja im, ani oni mi pomóc nie mogą. Stwór rozpędzony pognał, z ledwością odskoczyłam. On z rozmachem, zabrał tych ludzi do wody. Miałam stuprocentową pewność, że nie ma sensu się bronić. Z daleka od wysepki zebrali się ludzie, którzy się cieszyli że mają chwilę spokoju. Nie miałam odwagi konać w mękach, byle tylko dać im trochę czasu. Pochyliłam się i podniosłam ręce w geście poddania. Miałam nadzieje że zabije mnie szybko i bezboleśnie. W pewnej chwili usłyszałam, jak moja przewodniczka coś cytuje ” kobieta (sennik Kobieta) na wyspie Krzyża, zdoła ocalić nas wszystkich” mówiła coś jeszcze,  ale słowa nie bardzo do mnie dochodziły. Jedyne co odebrałam, że prawdopodobne że ja jestem tą kobietą w dodatku na wyspie Krzyża. Podniosłam się, na brzegu było wiele ludzi, jednak mi zależało by ją dostrzec. Wiedziałam że chce mi pomóc, ale nie może. To mnie zmotywowało, zaczęłam się bronić. Ku mojemu zdumieniu pojawiło się coś na wzór ”wideł” tylko że krótkie, z trzeba zębami. Podniosłam ”broń”, mój przeciwnik zdumiony zaczął pytać po co to robię, przecież i tak mnie zabije. Mimo to ustawiłam się w pozycji bojowej, on zmutował się jeszcze bardziej i stanął na dwóch nogach z włócznią. Próbował przebić mi bok, jednak ja chwyciłam jego włócznię i wbiłam mój trójzęb w jego ciało (sennik ciało). Bałam się, że to nie wystarczy a ja , już nie miałam siły.

Spostrzegłam że ”to”zmieni się w człowieka. Uciekłam mimo to, był już spokój. Ludzie wiwatowali i brali mnie za bohatera. Jeden z nich zaniósł mnie do budynku i ku mojemu zdumieniu dał mi kolbę kukurydzy i zielone winogrona. Miałam zobaczyć listę ich ”bohaterów”, okazało się, że znajduje się na samym jej końcu, a pierwsze miejsca zajmują jacyś ludzie. Zirytowało mnie to, bo w końcu ich uratowałam. Zezłoszczona chciałam komuś o tym powiedzieć. Jak ja się bałam podczas walki, co czułam itd. Jednak nikt nie chciał słuchać. W tłumie dostrzegłam moją przyjaciółkę, podbiegłam do niej i jej chciałam to powiedzieć. Jednak ona wzruszyła ramionami i powiedziała ” A co mnie to obchodzi? Każdy by to zrobił, wielkie halo wbić mu to w brzuch”Zraniło mnie to. Byłam mijana przez tych ludzi, a każdy miał mnie gdzieś. Jakbym była tłem. W końcu ktoś podchodzi i mówi ”no, przynajmniej mamy z tym stworem spokój na sto lat” jednak czułam się tak, jakbym była byle czym, albo jakimś psem obronnym. . .


0 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 5 (0 głosów, średnio: 0,00 na 5)
You need to be a registered member to rate this post.
Loading ... Loading ...

Napisz komentarz:

Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.


RSS