06.02.09

SEN I

m-ika

   Jestem wraz z moją przyjaciółką M. w samochodzie terenowym. Jedziemy wyboistym, polnym traktem. Widzę otoczaki na drodze, trawę na poboczu i zalane słońcem drzewa. Z każdym metrem droga staje się coraz bardziej stroma. Ja prowadzę. Dobrze mi idzie. Z daleka dostrzegam kres, wierzchołek owej góry. Czuję szczerą ulgę, bo zaczynałam się trochę denerwować. Okazuje się, że końcowy etap drogi to niemal pionowa ściana. Nie mam zbyt dużo czasu do zastanowienia. Odruchowo dodaję gazu. Kiedy auto odpada od ściany i zaczyna spadać w dół, tracę przytomność.
   Stoimy z M. na trawniku jakiegoś parku. Około 30m od nas widać zbiegowisko ludzi i auto leżące do góry kołami. Spojrzałam w górę i zrozumiałam, co się wydarzyło. Wymieniłyśmy z M. stwierdzenia, że to nasze auto, a w nim prawdopodobnie są nasze ciała.  obraz (sennik Obraz) był już czarno-biały.
   Gdy zastanawiałyśmy się, co dalej, jakiś autobus wjechał na nasz trawnik, zatrzymał się i otworzyły się drzwi (sennik drzwi). Spojrzałyśmy po sobie, nie wiedząc czy mamy wsiąść do tego autobusu? Pasażerowie, nieliczni, siedzieli ze wzrokiem utkwionym gdzieś przed siebie, nikt nie zareagował na postój. Wsiadłyśmy. Drzwi zamknęły się i odjechaliśmy. Po ok.15min. drogi zatrzymaliśmy się na podjeździe, czy to dworku, czy jakiegoś majątku, a może to była II piętrowa kamienica? Wszyscy zaczęli wysiadać. Ustawiłyśmy się na końcu kolejki. Przed autobusem stały 2 lub 3 kobiety w okularach z grubymi szkłami. Miały ok. 50lat, ubrane w bluzki koszulowe w kolorze ecru i granatowe, plisowane spódnice, sięgające za kolana. włosy (sennik Włosy) miały ciemne, półdługie i mocno kręcone, a usta wy szminkowane soczystą czerwienią. Doskonale korespondowały z czerwonymi koralami na szyi.
   Na sztywnej podkładce trzymały listę, na której odhaczały wysiadających, z nikim nie zamieniając nawet słowa. Byłyśmy ostatnimi wysiadającymi. kobieta (sennik Kobieta) na nasz widok stwierdziła
- A, to wy… Dziewczyny, wy jeszcze nie -
Stałyśmy chwilę, a ja przyglądałam się tej nieciekawej kobiecie. Nie było w niej nic ładnego, była nijaka, ale czułam do niej nieprzebraną sympatię. Wydawała mi się taka dobra, miła, łagodna… Poczułam nieodpartą potrzebę skomplementowania owej pani, a na dodatek uznałam, że sprawię jej tym ogromną przyjemność, bo zapewne nikt jej tu nie mówi miłych rzeczy. Zupełnie przekonana o swoim zaczęłam prawić jej komplementy. O tym, że jest niezmiernie uprzejma, jakie to szczęście, że ją spotkałyśmy, o jej włosach (kłamiąc), że są takie piękne…
   Byłam potwornie rozczarowana, bo moje słowa nie wywarły na kobiecie żadnego wrażenia. Obrzuciła mnie obojętnym spojrzeniem, po czym zwróciła się do M.
- Widzicie w dali ten przystanek? Idźcie tam. Za chwilę podjedzie autobus, zupełnie taki sam, jak ten którym przyjechałyście. Wsiądźcie do niego, odwiezie was z powrotem.
   Odwróciłyśmy się kierując w stronę przystanku, który w szczerym polu stał samotnie. Byłam wręcz zdruzgotana ignorancją tej dziwnej kobiety, dlatego poczułam ogromne szczęście, kiedy krzyknęła do mnie:
- Przekaż Marioli, żeby uważała na Hermana! -
- Dobrze! Oczywiście, przekażę! Tak! Powiem na pewno! … -
   Stanęłyśmy z M. pod przystankiem. Rozmawiałyśmy o tym, co zaszło, zupełnie nic nie rozumiejąc. Po pewnym czasie przyjechał autobus. wsiadłyśmy. Byłyśmy jedynymi pasażerami. Droga mijała nam na domysłach. Nagle olśniło mnie!
- Słuchaj, a jeśli nasz wypadek okazał się nie być śmiertelny? Jeśli właśnie „wracamy”??? – pobladłam. M. nie rozumiała, dlaczego fakt, że wracamy napawa mnie przerażeniem.
- To chyba dobrze, że wracamy… – odparła.
   Nie wiem, czy siłą sugestii, czy też przez nieuchronny powrót, poczułam początkowo lekki ból z lewej strony, na wysokości żołądka.
- Jak myślisz, jakich obrażeń doznałyśmy? Jak wielkie muszą być, że znalazłyśmy się aż tu??? -
M. patrzyła na mnie ogromnymi, przestraszonymi oczami… Mój ból w boku nasilał się już z sekundy na sekundę. Bólowi towarzyszyło narastające przerażenie, które przerwało mój sen…
                                                                           * * *
   Następnego dnia poinformowałam Mariolę, aby była ostrożna na ulicy Hermana lub by uważała na osobę o takim imieniu.
   M., jak dotąd, skutecznie pokonuje inwazyjnego raka szyjki.


0 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 5 (0 głosów, średnio: 0,00 na 5)
You need to be a registered member to rate this post.
Loading ... Loading ...

Napisz komentarz:

Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.


RSS