15.05.09

Romans

Morikoe

Nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od tego co nazywa się po prostu początkiem. (Uwaga zaznaczam, że służyć to ma porządkowaniu myśli.)

Jak co wieczór położyłam się bez większego namysłu, za to z nakładem ogromnego zmęczenia. Nie myślałam o tym, że coś może mi się przyśnić. Zresztą po co winnam śnić podczas matury.  Jednak sen przyszedł. Na dodatek był w kolorze i stereo ram.

W śnie tym występowało parę osób. Ale głównymi oprócz mnie, było dwóch mężczyzn. Albo inaczej młodych mężczyzn. (Tego akurat najmniej się spodziewałam.) Pierwszy z nich miał włosy (sennik włosy) do ramion, lekko falowane w kolorze ciemnego miodu i brązowe migdałowe oczy. Jego rysy były delikatne i był miły i uśmiechnięty. Jednak było w nim coś niepokojącego. Choć nie widziało się tego od razu. Drugi zaś to szczupły szatyn o lodowo niebieskich oczach, który mimo urody latynoska lub rumuna, był blady. Wydawało się, że jest smutny i nieufny, gdyż kochał kogoś kogo stracił. Nie pamiętam dokładnie tego jak rozpoczął się sen, lecz pamiętam pewną ważną scenę. Jak opowiadając owemu brunetowi o swoim śnie, opowiedziałam tez o szatynie. Pamiętam też swoją wypowiedź. ,,Był tam człowiek w drzwiach, który wyglądał jakby nauczał. A potem widziałam tego szatyna na słupie. I on też wyglądał… Jakby nauczał…”(Wykonywał dokładnie te same gesty) Wyjaśniając. Był człowiek w drzwiach, który wyglądał jakby kogoś nauczał.. I potem jakby dookoła widziałam owego szatyna na słupie, który wykonywał te same gesty. Niby zmuszał tamtego do wykonania tej czynności bo sam nie mógł tam przebywać. Gdy mnie zauważył spojrzał mi w oczy i chyba się wystraszył. Tak mi się wydawało. Jakbym była przerażająca. Potem pamiętam, że się ci dwaj młodzieńczy bili. Szatyn wydawał się zły, ale był dobry, a brunet odwrotnie. Walczyli o mnie i ze mną. Szatyn próbował mnie wywabić z jakiegoś balu maskowego.. Udało mu się to… A potem.. Co dziwne.. Jakbym kąpałam się z nim w wielkiej wannie pełnej płatków róż. To było dziwne. Choć nie interesują mnie stosunki intymne.

Nie jestem pewna co i jak było dalej…

Kolejnej nocy śnił mi się podobny sen. Jeśli chodzi o bochaterów. Bardziej już ufałam szatynowi i tańczyłam z nim na balu. Na jakimś pieknym balu maskowym. A potem spotkałam się z tym brunetem.. Pamietam tylko tyle, że miał szpadę i że wbił mi ją w bok. Widziałam siebie od dołu.. jak sie pochylam do przodu i spada na dól kropla krwi. Wiem, że to nie wiele, ale cóż….


1 vote, average: 4 out of 51 vote, average: 4 out of 51 vote, average: 4 out of 51 vote, average: 4 out of 51 vote, average: 4 out of 5 (1 głosów, średnio: 4 na 5)
You need to be a registered member to rate this post.
Loading ... Loading ...

Napisz komentarz:

Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.


RSS