Rodzina, zombie i dziewczyna

Śniło mi się, że stoję na podjeździe przy moim domu, w nocy. Razem ze mną była najbliższa rodzina oraz przyszywana. W pewnej chwili zostałem zaatakowany przez jakiegoś faceta, któremu wbiłem patyk w oko. Później znalazłem łom i wraz z moją rodziną zaczęliśmy chodzić po okolicy naszego domu, zabijając kilku zombie. Weszliśmy do jakiegoś opuszczonego, ogromnego budynku gdzie znów spotkaliśmy kilku umarlaków. W pewnej chwilii znaleźliśmy się w pokoju pełnym różnych zabawek dla nieco starszych. Była tam też kuzynka mojego ojca. Pytała się czy zauważyłem teleskop ( nie wiem co odpowiedziałem). Zorientowałem się, że jest z nami facet, któremu wbiłem patyk w oko. Wyglądał nienaruszony. Gdy powiedziałem o nim innym zebranym, Ci zaczęli go gonic. Zostałem sam. Chwilę później przeniosłem się do jakiegoś innego pokoiku (pomyślałem wtedy o azylu) w tym samym budynku, w którym było kilka osób mniej więcej w moim wieku. Byli oni rozmazani i nieobecni duchowo. Była też tam śliczna dziewczyna, która w porównaniu do pozostałych leżała naga w łóżku, na wpół przykryta kocem. Nie wiedzieć czemu położyłem się obok niej i czule objąłem ją ręką. Ta obróciła się do mnie i z uśmiechem na twarzy coś powiedziała.

Gdy się obudziłem, byłem zły, że przez tak długi sen musiałem walczyć z zombie, a gdy wreszcie spotkało mnie coś miłego, to się obudziłem 😉

Jestem ciekaw znaczenia tego snu.

Dodaj komentarz