06.05.09

Przez galaktykę, do ciebie

Haiku

Zaczęło się dość futurystycznie.

Byłem kapitanem statku kosmicznego, prawdziwego cudu techniki, największego osiągnięcia ludzkich narodów ostatnich lat. Była to najszybsza maszyna w galaktyce, inne inteligentne gatunki podziwiały nas z zachwytem lub nutką zazdrości.
Moja załoga wbrew pozorom nie była czysto ludzka, na pokładzie znajdowało się kilka przedstawicieli innych ras, na szczęście wszyscy stanowiliśmy zgraną i ufającą sobie załogę.
Przemierzałem właśnie główny korytarz prowadzący do centrum dowodzenia. Niespodziewanie zaczepiła mnie ogromna człekokształtna istota z bogatym rzędem kłów w psim pysku, gdyby nie mundur bardziej przypominała by mieszkańca najniższych piekieł niż inteligentną formę życia. Stwór przewyższał mnie znacznie, zarówno w wysokości jak i w barach, no i w grozie, choć bać się nie musiałem, znaliśmy się obaj bardzo dobrze. Warkotliwym głosem poinformował mnie o pilnej wiadomości, jaka czeka na mnie w moim gabinecie. Podziękowałem mu i klepnąłem przyjacielsko w ramię. Nim się rozeszliśmy w swoje strony, ten spytał mnie czy mógłby iść pogryźć zużytą lufę od lasera odgłówczego (chyba dobrze zapamiętałem tą nazwę.. cokolwiek to zresztą jest), bo go zęby (sennik zęby) strasznie dzisiaj swędzą… eee, jasne, idź idź :D .
Siedząc już przy biurku w swoim gabinecie, uruchomiłem terminal i odczytałem ową pilną wiadomość. Treść mówiła o jakiś problemach na dalekiej stacji orbitalnej, gdzie przechowywano cenne ładunki, które miały być przekazane komuś ważnemu we flocie. Niestety stacja uległa awarii, nie mogąc przez to wykonać swej misji, rozkazano więc mi udzielić im pomocy. Skontaktowałem się szybko z dowódcą stacji by omówić szczegóły ich sytuacji. Męski głos uspokajał mnie że sprawa nie jest aż tak pilna, i tak jeszcze muszą wyruszyć na pobliską planetę by dokonać kilku badań, więc nie musimy się śpieszyć.
Ucieszyło mnie to. Wyłączyłem terminal i udałem się na mostek. Tam rozkazałem naszym pilotom by zabrali nas na jakieś miłe miejsce, by się trochę odprężyć.
Statek dokonał gładkiego skoku międzygwiezdnego i już po chwili ujrzeliśmy świat przypominający Ziemię.
Lądowanie przebiegło sprawnie.

Miejsce promieniowało spokojem, ciepłem i bujną tropikalną florą. Wylądowaliśmy w okolicy ludzkiej kolonii, prężnie rozwijającej wśród wysokich po same chmury szczupłych drzew. Cała załoga zdążyła już leniwie rozejść się w przeróżne kierunki, w większych lub mniejszych grupach. Ja sam zaś udałem się samotnie w głąb lasu.
Przedzierałem się bez większego entuzjazmu między bujnymi pnączami tropikalnych roślin, aż w końcu dotarłem na szeroką polanę z niewielkim stawem po środku. Wyszedłem na otwartą przestrzeń i wtedy usłyszałem szelest liści za moimi plecami. Odwróciłem się i ujrzałem kobiecą twarz (sennik twarz), w części przesłoniętą zielonymi krzaczkami. Rozpoznałem ją. To była ona, moja kosmiczna miłość (niestety, znów istniejąca tylko w śnie), choć dopiero co niedawno poznana. Nie dziwiła mnie jej obecność, wszystko wydawało się bardzo na miejscu i w porządku. Zawołałem do niej, a ona wstała, na chwile zniknęła za szerokim pniem i wyszła na polane opierając się o brunatną korę.
Była piękna jak zawsze, uśmiechała się, i był to najsłodszy uśmiech blasku samych gwiazd. Moje serce zabiło mocniej, gdy miłość znów rozpłynęła się w moich żyłach.
Zbliżyliśmy się i złączyliśmy w długim, pochłaniającym całe eony gwiezdnych podróży, pocałunku. W przeciągu kilku następnych pocałunków nasza bliskość przeszła w tropikalny taniec (sennik taniec) pieszczot i uścisków. Czułem się w tym śnie, jakbym dostąpił najcudowniejszej łaski stworzenia. Jakby słońca wszystkich galaktyk, rozmiękały mą skórę, jakbym sam stał się rozświetlonym w ciemności słońcem. Wszystko było tak bardzo w porządku..
Kochaliśmy się nad stawem i w płytkiej wodzie samego stawu. Woda lekko się wzburzyła w rytm naszej miłości.

Wieczorem, wędrowaliśmy wspólnie przez ozłocony zachodem las, rozmawiając, śmiejąc się, rozmyślając. W pewnym momencie doszliśmy na rozstaje leśnych dróg. Ona musiała wracać do siebie, a ja na swój okręt. Nim w końcu rozstaliśmy się, pożegnaliśmy się wzajemnie pamiątkowym pocałunkiem i odeszła w stronę drzew, za którymi prześwitywały rozbłyski światła odbijanego przez szkło kolonialnych konstrukcji. Nie ruszyłem się z miejsca tak długo, aż wreszcie zniknęła mi z pola widzenia.
Żal mi było, że dzień (sennik dzień) dobiegł już końca. Wyjąłem jeszcze telefon by do niej zadzwonić, ale odpowiedział mi tylko automatyczny głos w razie niedostępności abonenta, a tak bardzo chciałem jeszcze raz powiedzieć jej jak bardzo ją kocham.

Rany, to se podświadomość znalazła temat na sny -_-’


1 vote, average: 4,00 out of 51 vote, average: 4,00 out of 51 vote, average: 4,00 out of 51 vote, average: 4,00 out of 51 vote, average: 4,00 out of 5 (1 głosów, średnio: 4,00 na 5)
You need to be a registered member to rate this post.
Loading ... Loading ...

Komentarze:

  1. Emaleth_ (06 maja, 2009 o 18:12 pm )

    hmmm…ukryte pragnienia? ;> …niezłe…wiem co czujesz…kiedyś miałam podobny sen (oczywiście nie w takiej scenerii :P )…szkoda, że czasem nasze sny nie stają się jawą… ;)
    pozdrawiam ;)

  2. Haiku (06 maja, 2009 o 20:09 pm )

    Tak, sny bywają irytujące, najczęściej po przebudzeniu.

  3. Strażnik snów (07 czerwca, 2009 o 13:18 pm )

    Niektórzy mają to szczęście w nieszczęściu, że nie pamiętają swoich snów.

Napisz komentarz:

Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.


RSS