29.12.08
Pole morze i śmierć
We mgle letniego poranka stałam na skraju ściętego pola
byłam naga. Tylko na nogach miałam duże, ciężkie, czarne wojskowe buty
Pole było ogromne, z trudem można było zobaczyć drugi jego koniec, dlatego czułam się jak nad morzem, którego brzeg ukryty jest daleko za horyzontem
Wstawało sierpniowe słońce. mącąc mgłę ukazywało ostre, wyschnięte ściernisko i tysiące małych, ptasich jajek, porozrzucanych między kującymi badylami
Robiło się ciepło, gorąco. Buty uwierały mnie w stopy, ale nie mogłam ich zdjąć.
Zaczęłam się pocić. Nagle mój wewnętrzny głos rozkazał mi wejść na ścięte pole i przejść całą jego długość, by dotrzeć do nieznanego mi celu, gdzieś na drugim końcu.
Miałam świadomość, że każdy krok jaki postawię okupiony będzie zniszczeniem skorupek jajek i śmiercią rozwijających się w nich ptaków.
Nie miałam jednak wyjścia. Nie mogłam sprzeciwić się rozkazowi wydanemu przez siłę, którą traktowałam jak absolut. Dlatego pocąc się stawiałam niepewne kroki, starając się omijać jajka. Jednak moje wielkie wojskowe buty nie pozwalały poruszać się subtelnie. Każdemu krokowi jaki czyniłam towarzyszył okropny chrzęst łamiących się skorupek, widok rozlewającego się żółtka i mój coraz głośniejszy jęk, wyrażający smutek, strach, poczucie winy przy jednoczesnym uczuciu absurdalności sytuacji i bezsensu zadania, które tak niesprawiedliwie i niesłusznie powierzył mi KTOŚ. Z każdym kolejnym krokiem coraz mocniej płakałam i traciłam siłę by iść, ale coraz intensywniej czułam nakaz, by przejść całe pole. Po wielu godzinach męczącego snu, podczas którego pociłam się i łkałam, dotarłam na plażę. Zapadał wieczór. Morze było spokojne i szare. Niebo stalowe, jak tuż przed zapadnięciem zmroku przed nadchodzącą burzą. Powierzchnia piasku była pofalowana. Plaża bezludna i pusta, szeroka i czysta. Kiedy znalazłam się na jej skraju poczułam ulgę. chciałam odpocząć, położyć się, albo chociaż na chwilę usiąść. jednak zobaczyłam w oddali moją babcię, która w rzeczywistości od roku nie żyła. Poszłam w jej stronę. Już z daleka widziałam, że jest ubrana w białą sukienkę i ma siwe, długie włosy (sennik włosy). Podeszłam do niej, a ona, milcząc wyciągnęła w moją stronę starą, srebrną szczotkę. Bez słów zrozumiałam, że babcia chce, bym uczesała jej włosy. Spokojnie i ufnie wzięłam szczotkę do ręki i zaczęłam czesać babcine włosy, które niczym jedwabne niteczki rozwiewały się w nadmorskim wietrze. Kiedy skończyłam, babcia wstała i bez słowa udała się w stronę morza. Szła wolno, sunęła po piasku jak duch, unosząc się jakby. W końcu dotarła do linii brzegu.
Obróciła się do mnie, ale nie widziałam jej twarzy.
Popatrzyła na mnie, a potem zanurzyła się w wodzie. Znikała w morskich falach. Najpierw zniknęły jej kolana, potem brzuch, pośladki, piersi, ramiona, głowa…
na powierzchni, jeszcze przez chwilę unosiły się jej siwe włosy
Nadeszła mocna fala
I włosy mojej babci zniknęły
W letnim wieczorze
W granatowej wodzie
W moich oczach niebieskich
…
nie było żadnych łez





Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.