19.12.08
Pan Filozof
Siedzę sobie w małym pokoiku na parterze z Marcinem Pietrzakiem, ja na krześle, on wyżej, na stole. Mówi, jak zwykle coś pięknego i mądrego i delikatnie mnie przytula, jest mi tak dobrze, Marcin Pietrzak obejmuje mnie z taką czułością, z takim ciepłem, że nawet nie przeszkadza mi panująca ujemna temperatura.
Parę osób siedzi oprócz nas w tym pokoju i wszyscy z uwagą, w najwyższym skupieniu słuchają mądrych i pięknych słów Marcina Pietrzaka. W końcu on szepcze mi na ucho, że musi już pójść, jest mi teraz bardzo przykro, że zostanę sama w tym zimnym pokoiku. Wstaje od stołu i transmutuje się w białego króliczka, nie wiem skąd ale mam przeczucie, że dotykam go ostatni raz. Stół zamienia się w duży ekran, na którym widzę co dzieje się z Marcinem Pietrzakiem. Biały króliczek biegnie przez jakiś zasypany śniegiem las, dobiega do małej rzeczki i zaplątuje się w zarośla wokół niej. Nie może się uwolnić, resztkami sił chwyta sie jeszcze stromego brzegu ale w końcu, wycieńczony wpada do wody. Nie jest głęboka ale za to lodowato zimna i króliczek powoli umiera a ja to widzę i nie mogę nic zrobić, nie mogę go wyciągnąć, przytulić, dotknąć choć tak bym chciała, wiem tylko, że tak miało być, on musiał tam zamarznąć a ja musiałam to widzieć. Patrzę więc ze łzami w oczach na białego króliczka w wodzie o on mówi cichutko “Chciałbym, żeby tu była Maryla”.
W zupełnie ludzkim grymasie odsłania zupełnie ludzkie, trochę tylko zakrwawione zęby (sennik zęby)







Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.