24.03.09
Osiedle Przeznaczenia
Ostatniej nocy nawiedziły mnie słownie trzy sny. Trzeci sen ma swe początki w drugim, łącząc się jakby w całość. Ze względu na ciekawy charakter tych dwóch ostatnich snów, podczas których zaszło ciekawiące mnie zjawisko oraz LD (świadomy sen), oba sny wędrują do prywatnego dziennika w celu głębszej analizy powiązanej z pewną moją działalnością życiową. Tu opisze tylko pierwszy sen.
Było lato, rano. Razem z całą rodziną byliśmy na wakacjach w jakieś nieznanej mi miejscowości w Polsce. Akcja zaczęła się od konieczności powrotu do tymczasowego naszego miejsca zamieszkania, gdzie nocowaliśmy. Problem był tylko taki, że byliśmy w dwa samochody, więc rodzina kierowała w powrocie jednym samochodem, a ja siadłem samotnie za kółkiem drugiego i jechałem za nimi. Istotniejszy problem był jednak taki, że tak na prawdę nie posiadam prawa jazdy, choć w tym śnie radziłem sobie całkiem nieźle. Do czasu…
W pewnym momencie rodzina zakręciła gdzieś na skrzyżowaniu i zgubiłem ich z pola widzenia. Zdenerwowałem się, bo obiecali nie szaleć, ale oni jak zwykle swoje.
Miałem już skręcić tam, gdzie jak sądziłem oni skręcili, ale straciłem panowanie nad pojazdem i wjechałem w rów. Samochód (sennik Samochód) zachowywał się dziwnie, całkiem nieposłusznie, nie mogłem wyjechać za żadne zszargane nerwy i garść przekleństw z powrotem na jezdnie. Nim się spostrzegłem, zamiast na ulice wjechałem na teren jakiegoś zadbanego blokowiska. No i tu już całkiem się we śnie pomieszało.
Najpierw w nieposłuszeństwie własnego samochodu przejechałem dziesiątki chodników (na szczęście nie ludzi), trawników, placyków zabaw, a potem nawet znalazłem się w piaskownicy.. dzieci (sennik dzieci) gapiły się na mnie jak na idiotę
. To nie koniec, samochód jechał dalej bez bata kontroli i robiło się coraz fantazyjniej. Wjechałem do klatki schodowej w bloku, schodami na piętro, potem do czyjegoś mieszkania, przejechałem przez kilka pokoi i znalazłem się na balkonie… nie pytajcie jak to możliwe
, samochód się po prostu jakoś bez przeszkód wcisnął
.
Na balkonie się wkurzyłem, wstałem, złapałem za boki samochodu i podnosłem do wysokości pępka, nogi wystawały mi z pod samochodu jak u Flinstonów
. W taki sposób, wróciłem z samochodem przez mieszkanie i klatkę schodową na parking.
Niestety wóz nadal nie chciał się słuchać i dalej szarżował po swojemu. Zgasiłem więc silnik i wysiadłem. Zrozpaczony usiadłem na krawężniku przekonany że już zostanę na tym osiedlu do końca swoich dni…
Scena się zmieniła.
Nadal to samo osiedle, ale tym razem panowała zima… dziesięć lat później. Ja akurat, o 10 lat starszy mężczyzna, wychodziłem na dwór by pograć z tubylczymi dziećmi w piłkę..
Dziwny sen
.




Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.