30.12.08
„Nocna wizyta”
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Zdarza mi się to głównie podczas pełni, więc właśnie tej nocy jasna tarcza księżyca emitowała blask, który wkradał się przez moje nie zasłonięte okna. Nigdy nie zasłaniam ich na noc. Podobno, gdy zaraz po przebudzeniu wyjrzy się przez okno, sen znika z pamięci. Zostawiam sobie taką furtkę bezpieczeństwa na wypadek koszmarów. Ale tego snu nie zapomnę nigdy, nawet pod wpływem przeróżnych metod perswazji.
Po kilku godzinach nerwowego przewracania się z boku na bok ze słuchawkami w uszach, które towarzyszą mi nie tylko w nocy, ale podczas całego dnia, zasnęłam w rytmie muzyki z filmu „Ojciec chrzestny.” Sama się dziwię, że utkwiło mi to w pamięci, tym bardziej, że słuchałam radia.
Mój Anioł Stróż podsunął mi tej nocy najpiękniejsze obrazy. Odwiedził mnie mój dziadziuś, który nie żyje już ponad 10 lat i, co ciekawsze, nigdy do tej pory nie pojawił w moich snach. To była zwykła wizyta. Taka sama, jak przed laty, ale jednocześnie tak wyjątkowa. Dziadziuś przyjechał na swoim rowerze. Wszystko było tak, jak kiedyś, jak jeszcze przed kilkunastoma laty. Miałam na sobie sukienkę. Nie pamiętam w jakim kolorze, ale była to śliczna, letnia sukienka. Otworzyłam drzwi (sennik drzwi) i moje usta złożyły się jedynie, aby wyszeptać słowo „Dziadku”. Więcej mówić, już nie mówiłam. Chciałam jedynie cieszyć się jego obecnością. Wziął mnie za rękę i razem weszliśmy do środka. Nie musiał prosić o herbatę, doskonale wiedziałam, że lubi w tym czerwonym kubku w białe groszki z dużym plastrem cytryny i dwoma łyżeczkami miodu. Herbata, jak to bywa w snach, że nie wszystko można wyjaśnić, pojawiła się sama. Pogładził moją twarz (sennik twarz) i powiedział: „Stęskniłem się za Tobą…” Chciałam tyle powiedzieć, przecież tyle się wydarzyło przez te 10 lat, ale wzruszenie odbierało mi mowę. Strasznie męczyła mnie ta niemoc wydobycia z siebie słowa. Płakałam, a dziadziuś ze spokojną miną patrzył mi głęboko w oczy. Nagle wstał i powiedział, że musi już iść, bo babcia czeka z obiadem. Chciałam krzyknąć, zatrzymać go choć jeszcze na chwilkę, ale wyszedł. Na odchodnym powiedział jeszcze: „Pamiętaj, że jestem z Ciebie bardzo dumny.”
Rano, kiedy się obudziłam i weszłam do kuchni, na stole stała całkiem wystudzona herbata z cytryną i miodem w czerwonym kubku w groszki białe… Nie jestem lunatyczką…



(2 głosów, średnio: 4,50 na 5)

Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.