02.04.09

Niekrakowskie Przedmieście

Haiku

Miejsce snu uderzająco podobne do Krakowskiego Przedmieścia w Lublinie, choć może nie aż tak uderzająco, w każdym razie dość podobnie.
Pełno ludzi, ciepłe słonko na początku naszej wiosny wyciągnęło z domów wielu spacerowiczów.
Szedłem przed siebie w celu bliżej nierozpoznanym. Nagle musiałem zejść na bok, kiedy za moimi plecami pojawił się maszerujący do przodu oddział robotników ubranych na zielono. Prowadził ich wielki zielony walec, a nawet dwa, za nimi zaś robotnicy dźwigali dziwne machiny, a ci ostatni jakieś ogromne metalowe butle pod ciśnieniem. Wyglądało to tak nierealnie, tak samo jakby nasz rząd wysłał pochód pracowników by z pomocą ich rąk odbudować czy zbudować piękne i szerokie autostrady… taaaa.
Gdy mnie już wyprzedzili w duszę zakuła mnie maleńka zazdrość. Spójrzcie tylko na tych mężczyzn. Dźwigają te wielkie butle jakby to były pluszaki wypchane trocinami, ich plecy rozciągają się jak głowica rzymskiej kolumny, silni i niestrudzeni, potężni. Jakże dużo mi do nich brakuje..
i to było tyle nostalgii.
Nie zgadniecie co w owych butlach było. Okazało się, że ci wielcy tragarze łazili po całym mieście uzupełniając butlami publiczne poidła popularnego napoju gazowanego Pepsi, które rozstawione były co kilkaset metrów na całej ciągłości tej ulicy, przeznaczone do użytku dla każdego chcącego zaspokoić swe pragnienie. Sam zresztą za chwile z czegoś takiego skorzystałem.. ymmmm, pepsi pierwsza klasa! xD
Zdążając dalej przed siebie, po długich minutach doszedłem do niczym specjalnym się niewyróżniającej kamienicy. Wszedłem do środka, następnie schodami na piętro i znalazłem się w pomieszczeniu będącym chyba kuchnią i zapleczem w jednym. Koleżanka stała za ladą o wielkim blacie i kroiła jakieś świeże owoce na plasterki. Znam dziewczynę z prawdziwego świata, razem przez dwa lata uczęszczaliśmy na te same zajęcia, choć nie łączyło nas nic prócz podstaw serdecznego koleżeństwa. Przyniosłem jej coś o co mnie prosiła, kolejny pakunek warzyw, owoców i przypraw. Zapytałem się czy potrzebuje czegoś jeszcze, odparła że przydałby się koncentrat pomidorowy. Okej.
Udałem się ulicą w drogę powrotną, szukając jakiegokolwiek sklepu spożywczego. Po chwili znalazłem pierwszy, wypchany po brzegi mięsem bez szans no cokolwiek innego, wegetarianin umarł by tu z głodu i rozpaczy. Wycofałem się ze sklepu i udałem się w dalsze poszukiwania. Jak na okolice o znacznym poziomie turystycznym, coś trudno było odszukać przyzwoity sklep. Nic to mnie jednak nie zraziło, następny sklep odnalazłem równie szybko jak pierwszy.
Tym razem wyglądało bardziej „spożywczo”, zarówno dla mięsojada jak i trawojada. Dziwny był tylko fakt, że pod jedną ze ścian niewielkiego sklepu stało akwarium z rybkami… konkretnie moje akwarium z moimi rybkami, które faktycznie w prawdziwym świecie posiadam, ale jakoś nie wzbudziło to we mnie większych emocji.
Za kasą pracowała starsza pani, przy kasie zrzędził jakiś mężczyzna, a ja stałem za nim. Za chwile do kolejki dołączył jeszcze jakiś mały chłopak (sennik chłopak). Facet i kasjerka nawijali bez końca o jakimś gazie i gazu dostawach, ignorując przy tym zupełnie mnie i dzieciaka czekających na swoją okazje do zakupów. Traciłem cierpliwość, i właściwie straciłem już ją całą kiedy wkurzony uderzyłem otwartą dłonią w ladę.
- Jest koncentrat pomidorowy?!
Zszokowana staruszka zdębiała, mężczyzna zrobił taką minę jakby wieśniak obrzucił błotem szlachcica. Sprzedawczyni coś tam poszperała na pułkach i podał mi koncentrat.
- To już ostatni – oznajmiła, a wtedy chłopiec za mną podskoczył zdenerwowany.
- Jak to ostatni!!? – zaprotestował
Ja tymczasem schowałem koncentrat do kieszeni uprzednio za niego płacąc i odwróciłem się w stronę wyjścia. Chłopak patrzył na mnie w szoku, nie podobało mu się że kupiłem ostatni koncentrat w sklepie, który i on najwidoczniej kupić planował. Sorka mały :D
W drodze do drzwi (sennik drzwi) podszedłem jeszcze do akwarium i nakarmiłem, jakby nie patrzeć, swoje własne rybki :) i wyszedłem.
Udałem się z powrotem do koleżanki siekającej owoce, udało mi się jeszcze kupić ogórek i kabanosa, którymi ochoczo się teraz pożywiałem w drodze :P .
Nie dotarłem do koleżanki. Zamiast tego, znalazłem się na jakimś bardzo dużym i bardzo ładnym kamienistym placu, szczelnie otoczonym zabytkowymi kamienicami. Co ciekawe, ktoś po obwodzie placu rozwinął czerwony dywan. Między kęsami pomyślałem że to nawet dziwne ;D. Podszedłem do bardzo dużego budynku z kolumnami wysokimi na tyle by podeprzeć wysuniętą względem parteru którąś tam z kolei kondygnację… normalnie łaaaaał, taki Grand Hotel.
Wszedłem do środka i znalazłem się w przestronnym holu. Powitała mnie młoda i miła recepcjonistka. Okazało się że faktycznie znalazłem się wewnątrz hotelu z niejedną gwiazdką na koncie… cóż więc mogłem zrobić.. wynająłem pokój :P .
kobieta (sennik Kobieta) podała mi klucz i udałem się schodami do własnego apartamentu.
Wystrój nie był zbyt wyszukany, ale było gdzie spać.
Wyjrzałem przez okno by obejrzeć plac z góry. Bardzo ładny, ale nie to nagle przykuło moją uwagę.
Gdy spojrzałem w dół na tłum turystów, dostrzegłem spacerującą po czerwonym dywanie moją najmłodszą siostrę. Miała na sobie długą i jedwabną suknie i szeroki kapelusz (sennik kapelusz), ale nie to było istotne, tylko to z kim ona spacerowała. A był to starszy mężczyzna w garniturze… sam w osobie własnej eks prezydent USA, Pan Bush :D .
Co ten wstręciuch robił w Polsce? I dlaczego spacerował z moją siostrą?! Nie wiem, ale widać było że obydwoje się świetnie bawią :D . Bush z całą swą sympatią pokazywał mojej siostrze różne wyszukane przez swój wskazujący palec elementy architektury, opowiadając jej ciągle o czymś to nowym, a ta z uśmiechem słuchała.
Zacząłem do nich machać, ale za kija mnie nie dostrzegli, choć kilka razy jakby w moją stronę spojrzeli.
Zszedłem na dół, znalazłem się w holu, ale instynkt nagle rozkazał mi schować się w niewidocznym kącie. Do hotelu przybyli dwaj ciemnoskórzy mężczyźni w garniturach… cóż…. jednym z nich był Dr Suresh z popularnego serialu Herosi, a drugi człowiek to.. Pan Obama! :D .
Szukali mnie!
Ale dlaczego? Nie mam pojęcia.
Przejrzeli nawet listę gości, ale okazało się sprytnie zakamuflowałem na liście swe przybycie, zmieniając nazwisko, ale chyba rozpoznali mnie po piśmie. Uciekłem więc z powrotem na górę.
Zamierzałem ukryć się w jednym z pokoi hotelu, ale nim dopadłem jakichkolwiek drzwi zacząłem się powoli budzić ze snu. Odzyskałem kawałek świadomości, ale czułem że długo to nie potrwa i zaraz otworzę oczy, nie mając więc lepszego pomysłu na zabawę zdążyłem jeszcze zbiec z powrotem na dół i pomachać zaskoczonemu Obamie na do widzenia :D , no i się obudziłem :D .


0 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 5 (0 głosów, średnio: 0,00 na 5)
You need to be a registered member to rate this post.
Loading ... Loading ...

Napisz komentarz:

Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.


RSS