18.11.08
Miasteczko
Jadę z przyjaciółmi, których nie mogę rozpoznać (ale oni nie są ważni), w podróż bez celu. W pewnym momencie znajduję się na małej stacji kolejowej, zapomnianej przez boga i ludzi. Wiem, że będzie jakiś pociąg z tego miasteczka do następnego. Jest mapa (sennik mapa) trasy i zaznaczony punkt docelowy. Moje zdziwienie budzi fakt, że jest jeszcze pięć przystanków pośrednich. Nie są nazwane, tak jakby nie istniały. Jakby nie miało znaczenia czy ktoś tam w ogóle oczekuje na pociąg.
Pociąg przyjechał, lecz w życiu czegoś takiego nie widziałem. W wagonie nie było okien i był obity blachą, taką jak w windzie. Miał też pięć guziczków. Zrozumiałem, że to przystanki na żądanie do tych „dziur” po drodze.
Nie wiem co mnie podkusiło aby nacisnąć jeden z nich. Pociąg zatrzymał się i zanim zrozumiałem, że następny jest dopiero jutro, wysiadłem. Skład odjechał, bo i tak nie miał tu na kogo czekać. Pewnie zatrzymał się tu po raz pierwszy od wielu lat.
Przerażenie, niemoc wobec świata, przygnębienie i wiele negatywnych emocji naraz ogarnęło mnie za jednym zamachem. Co ja tu robię!
W szary pochmurny dzień (sennik dzień), z perspektywą zapadającego zmroku, stanąłem na krawędzi tej „dziury”. Dziury w sensie dosłownym, bo widać było tylko dachy starych domów w dolince, w której podobno toczyło się życie. Całość prezentowała się tym bardziej mrocznie, że znajdowała się na krawędzi gęstego ciemnego lasu. Obrazek jak z filmów grozy.
Jednak światełko nadziei zapaliło się zanim zbliżyłem się do pierwszej stromej uliczki, która prowadziła do wyimaginowanego centrum. Ktoś skakał na nartach. Pomyślałem że zwariował. Ale nie. Ta uliczka była stroma na tyle, by nabrać rozpędu i pofrunąć w górę. Skoro Małysz może, to dlaczego on nie może. Nie było problemy z zajęciem drogi, bo właściwie nie było tam samochodów.
Wędrowałem tam jak duch. Niewidoczny, a jednak obecny. Kto chciał to rozmawiał ze mną. Ale nikt nie traktował mnie jak intruza. Patrzyłem jak młodzi ludzie rozwijają swoje umiejętności i jak bardzo pomagają im w tym inni. Nikt nie ośmielił się przeszkadzać, a już na pewno krytykować. Ktoś potraktował mnie jak przyjaciela który wrócił z dalekiej podróży. Zaprosił do siebie i ugościł czym miał. Dom był skromny, ale zadbany. Drewniana konstrukcja trzymała się może tylko siłą woli właściciela. W sieni wydeptana posadzka zdradzała wiek domostwa, a chłód bijący od nieszczelnych okien, mieszał się z ciepłem bijącym z uroku izby.
Co w realnym świecie zrobił by ktoś, kogo własna córka nie wpuściła na noc do domu. Tu nie stało się nic. Dziewczyna się speszyła, bo nie zauważyła, że ojca nie ma w domu, a on uśmiał się serdecznie, wybaczając jej wcześniej, niż zdążył się pogniewać.
Tak było ze wszystkim. Nikt na nikogo się nie gniewał i za nic nie obrażał. Kto potrzebował pomocy, znajdował ją. Kto potrzebował podzielić się swoimi troskami, mógł liczyć na słuchaczy. Kto był szczęśliwy, obdarzał swym szczęściem wielu.
Rano już świat nie był taki szary. Nabierał kolorytu. Budziło się nowe życie. dzieci (sennik Dzieci) u boku swych mam słuchały śpiewu ptaków, a starcy siedzący na ławeczkach cieszyli się z każdej chwili, jaka im pozostała.
Tak nie wiele trzeba aby być szczęśliwym. To my sami stwarzamy sobie problemy i piętrzymy kłopoty, które nas przerastają.
Czas wyjeżdżać. Kto tylko mógł oferował pomoc w zatrzymaniu pociągu nie zatrzymującego się tu zawsze. Udało się, lecz obiecałem sobie, że tu wrócę.
Wysiadłem na końcu trasy. Spojrzałem na uliczny plan miasta. Domy, domki, ulice, uliczki, place, ludzie i samochody.
Zrobiłem jeden krok, aby zobaczyć gdzie jestem, a to miasto, ten potwór zaczął mnie wchłaniać. W głowie wirował mi rozkład miasta z co chwila zmieniającymi się drogowskazami. Już nie wiedziałem gdzie jestem i gdzie jest ten mały uroczy dworzec. Dworzec z którego odchodzi dziwny pociąg z guziczkami na żądanie, które w jednej chwili zmieniają rzeczywistość.
Gdzie jest ta stacja?
Który to guzik?
Zaczynam tęsknić.



(2 głosów, średnio: 4,50 na 5)

Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.