21.02.10
Mąż wisielec
Śniłam że ja i cała moja rodzina wyjechaliśmy na wakacje nie wiem gdzie ale znajdowaliśmy się na polu namiotowym które znajdowało się na małej łące i ogrodzone było drucianą siatką ,namiot był ogromny i bardzo wysoki ,zaraz obok naszego stał drugi identyczny w którym mieszkali jacyś faceci, nie wiem skąd wiedziałam ze byli bardzo niebezpieczni, więc postanowiliśmy trzymać się od nich z daleka i wybraliśmy się zapoznać z okolicą .
Spacerowaliśmy po okolicy wszędzie było bardzo dużo zieleni i nagle znaleźliśmy się w bardzo dużym domu weszliśmy na górę po schodach miałam wrażenie ze to jest mój dom .
Mąż zachowywał się bardzo dziwnie był poddenerwowany nie chciał z nikim rozmawiać próbowałam dowiedzieć co jemu dolega ale on nie chciał słuchać był zły bez słowa opuścił pokój .
Po kilku minutach usłyszałam krzyk na korytarzu brat wpadł do pokoju i krzyczał że Wojtek się powiesił wybiegłam i ujrzałam siostrę trzymającą za nogi mojego męża ktoś u góry odcinał linę ,najdziwniejsze było to że on wisiał przy oknie które wyglądało dokładnie jak okno kościelne tyle tylko że jeszcze raz takie jeżeli chodzi o wielkość ,gdy został odcięty upadł na ziemie zerwał się i zaczął strasznie krzyczeć ze go odcięli i uciekł,wybiegłam za nim gdy go znalazłam szedł z drabiną i z liną zakończoną pętlą na szyje,prosiłam aby tego nie robił zatrzymałam męża i wróciliśmy do namiotu ale już go nie było sąsiedzi go podpalili więc postanowiłam że będziemy mieszkać w ich namiocie.
Nie wiem co było dalej bo się obudziłam ale bardzo mnie przeraził ten sen.






Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.