08.02.09
Łyk powietrza
Sen był dosyć krótki, ale bardzo emocjonalny.
Najpierw przyśniło mi się, że jestem znowu w gimnazjum (cóż za koszmarna wizja!). Minęło sporo lat, odkąd byłam tam ostatnio, jednak wszystko wydawało się wyraźne. Nowe, niezniszczone ławki, niskie krzesełka, kolorowe ściany i przede wszystkim to przepychanie się pierwszego dnia w drzwiach, by zająć jak najlepsze miejsce. Nie udało mi się zająć tego najlepszego, musiałam usiąść z przodu. Co skupiło moją uwagę, nim weszłam do klasy, były pozaklejane wszelkie zdjęcia na korytarzu. Pozakrywane były żółtymi, jaskrawymi kartkami. Chciałam zwrócić na to uwagę innych uczniów, jednak nikt nie wydawał się być tym faktem zdziwiony. Usłyszałam tylko krótkie „tak musi być”, choć nie mogłam odwrócić wzroku od tych kartek.
Zaczęła się lekcja matematyki. Rozejrzałam się niespokojnie po klasie, by zauważyć, że to moja klasa licealna siedzi w gimnazjalnych ławkach. Nauczycielka zamiast prowadzić lekcję biadoliła, że po co ma to robić, skoro i tak nic nie zrozumiemy. Następnie do klasy wpadł jakiś minister z teczkami IPN, by pogratulować najlepszym uczniom za wystepy w olimpiadach. Przybiegł do mnie, myląc moje imię (nazwał mnie Dorotą), i zaczął mi słodzić, jaka to jestem mądra, mimo, że wcale nie brałam udziału w żadnej olimpiadzie. Widziałam na sobie jedynie rozżalone spojrzenia koleżanek, które faktycznie zasługiwały w tym momencie na uwagę…
Następnie przeniosłam się do niewielkiego domku. Środek lata, jest słonecznie jak nie wiem co, gorąco, sucho, świerszcze grają, chmury piasku wędrują po drodze, wieje wyraźnie odczuwalny wiatr. Każdy się uśmiecha. Jestem mężczyzną w średnim wieku (!) i mam młodszego, głupszego brata, który wygląda jak Charlie Sheen. Krzątamy się po domu całą rodziną i dzwonimy po znajomych, którzy jeżdżą rano do pracy, by podwieźli nas (nie mamy przecież samochodu). Przez kilka dni jeździmy razem z innymi do „pracy”. Pewnego dnia nasz sąsiad tak szybko jechał, że nie zdążył wziąć do samochodu mojego brata. Krzyczał tylko „Nie mam czasu!” i jechał dalej. Ja poczęłam (już się zamieniła z powrotem w kobietę) prosić, by zawrócił i zabrał mojego brata. Sąsiad (w kowbojskim kapeluszu) zakręcił raptem gwałtownie, Samochód (sennik samochód) zrobił wielkie koło, by następnie spaść z urwiska wprost do oceanu. W chwili, gdy spadałam, zauważyłam, że drzwi (sennik drzwi) od mojej strony są zaryglowane, więc czym prędzej je odryglowałam. W tej samej chwili sąsiad odwrócił się do mnie (kierownica była po prawej stronie jak w Anglii) i powiedział tylko szybko „Ojej…oddychaj!” i złapał mnie za rękę. Wpadliśmy do piekielnie niebieskiej wody, ja próbowałam w zbierającej panice otworzyć drzwi, woda wbijała zewsząd do środka….
I obudziłam się łapiąc chałsty powietrza, jakby mnie to miało w jakiś sposób uratować…


(1 głosów, średnio: 4,00 na 5)

Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.