26.03.09

Łuska w drinku

Haiku

Znowu noc, coś częsta w moich snach.

Byłem w nieznanym mi zamku, w bardzo dużej sali. Zamek jak żywcem wyjęty z wczesnego średniowiecza, z królami na tronie i pięknymi księżniczkami na wieży, choć właściwie nikogo takiego tam nie spotkałem, nikomu pokłonu nie oddałem, żadnej alabastrowej dłoni nie ucałowałem. Tak właściwie realia, choć nieco w rycerskim klimacie, były jak najbardziej współczesne. Na zamku odbywała się jakaś tłumna uroczystość. Komnaty, sale i korytarze były w całości wypełnione przez roześmianych ludzi w kolorowych i drogich wieczorowych kreacjach, z kryształkami napełnionymi słodkimi napojami, odbijającymi w swoim szkle błyszczące biżuterie pięknych dam.
Dostałem się właśnie do głównej sali, gdzie jak się zdawało panowało centrum przyjęcia. Ogromna sala (sennik sala), z fantazyjnie kręconymi schodami u ścian, z flagami rozwieszonymi na suficie. Zabawa trwała w najlepsze, w rytm głośnej muzyki i laserowych efektów świetlnych. Jestem nawet chyba w stanie rozpoznać utwór jaki grał gdy się tam znalazłem. Nie daje głowy, ale to chyba był Fragma – Toca Me, tyle że bez wokalu, a potem różne mix’y Energy Mix 2000.
Mnie jednak jakoś nie było wesoło, zabawa wokoło nie wzbudzała mojego zainteresowania. Miałem konkretnie określony cel, do którego teraz zdążałem, przedzierając się przez roztańczone tłumy.
Po drodze wyłapałem czyjeś spojrzenie, zerknąłem w prawo i ujrzałem czarnowłosą młodą kobietę (to ta sama z początku snu „Bezgwiezdne Miasto”). Przytaknąłem jej, a ona odpowiedziała tym samym i szybko zniknęła w tłumie. Tak samo było z wielkim czarnoskórym mężczyzną, którego ujrzałem po lewej.
Po krótkim czasie, mój cel stał się wreszcie widoczny i z każdą chwilą coraz bardziej na wyciągnięcie ręki. Był to jakiś duży drogocenny przedmiot w kształcie piłki do amerykańskiego futbolu. Uczepiony był małego drążka, który wystawał ze środka okrągłego blatu wysokiego stolika, a wszystko otoczone szklaną osłoną. Prawdę mówiąc, nie miałem pojęcia co to u licha było, ale raczej nie chodziło o grę w futbol.
Nie tracąc czasu stopniowo przyśpieszałem kroku, aż zacząłem biec. Na kilka metrów przed bezcennym artefaktem, skoczyłem, obracając się nieco na bok, tak że częściowo barkiem i głową rozbiłem szkło i chwyciłem przedmiot, lądując w deszczu rozpryśniętego szkła niemal przy samej ścianie pomieszczenia. Muzyka grała nadal, a po ścianach dziko miotały się jaskrawe światła efektów specjalnych, ludzie tylko już nie tańczyli. Ktoś krzyknął w przerażeniu, a kolejne osoby się dołączały. Wstałem i z „piłką” pod ramieniem wypadłem przez małe drzwi (sennik drzwi) na korytarz. Biegnąc przed siebie znów musiałem przedzierać się przez grupy gości, przewracając niektórych z łoskotem na kamienistą podłogę.
Zauważyłem przed sobą schody, a z nich schodzących na korytarz uzbrojonych gości przypominających oddział antyterrorystyczny. Nie zatrzymałem się, w biegu wolną ręką popchnąłem jakąś skrzynie stojącą na staromodnej szafie przy ścianie. skrzynia (sennik Skrzynia) poszybowała jak piórko w powietrze, ale zanim wylądowała na jednym z antyterrorystów rzuciłem się na ziemie, po której w sile rozpędu ślizgałem się dalej na przód. Wyciągnąłem broń i zdjąłem kilku wrogów. Skrzynia okazała się dość ciężka jak na piórko i mocno przygniotła jednego z nich, a ja uderzyłem w nią zatrzymując swój ślizg. Z drewnianej skrzyni posypało się na mnie trochę drzazg gdy zaczęła mi teraz służyć jako niezła osłona przed amunicją przeciwnika.
Po mojej lewej były schody biegnące na dół, przetoczyłem się na nie po podłodze, przy okazji zastrzeliwszy tego kto do mnie strzelał.
Zbiegłem na dół na kolejny korytarz, znacznie krótszy i zacieniony. Po mojej prawej zza rogu już wyłaniał się kolejny oddział uzbrojonej ochrony. Gdy spojrzałem w lewo szukając drogi ucieczki, w cieniu, a raczej jakby we mgle, ujrzałem zarys zgrabnej kobiecej sylwetki. Coś małego i okrągłego przemknęło mi przed nosem w stronę ochrony i potoczyło się im między stopami. Padłem pod przeciwległą ścianą, zasłaniając uszy. Wybuch zmiótł całą drużynę ochrony, ale na ich miejsce zaczęli pojawiać się następni.
kobieta (sennik Kobieta) wyłoniła się zza mgły będąc teraz w pełni widoczna. To ta sama, której skinąłem na początku. Z zaciętą miną i pistoletem w wyciągniętej przed sobą dłoni pewnym krokiem zbliżała się do hordy uzbrojonych żołnierzy, z każdym strzałem uszczuplając ich szeregi.
To była bardzo zjawiskowa scena, chyba najwyraźniejsza z całego snu. Gdy kobieta tak kroczyła naprzód za jej nogami powiewała jej biała suknia, tworząc majestatyczne wiry w kłębach mgły.
Nie pamiętając za bardzo jak, z poprzedniego korytarza przeniosło mnie do dużej komnaty z wielkim oknem zdobionym na podobieństwo bezbarwnych wiraży i królewskim łożem po środku pomieszczenia.
Nadal jedną ręką ściskałem skradziony przedmiot w kształcie piłki, z drugiej zaś dłoni celowałem w grupę ochrony i tajemniczą kobietę przed sobą. Oni też celowali ze swych gnatów, ale w moją stronę. Kobieta miała rewolwer, jakiś dziwny, nie wiem czemu, ale zwrócił moją uwagę. Reszta miała karabiny lub automatyczne strzelby.
Wyglądała na wyniosłą damę z drogocennymi perłami na szyi. Miała gdzieś tak z 50 lat, choć gdyby skuć z niej całą tą tapetę makijażu, postarzała by się o jakieś kolejne 50 lat. Mówiła coś do mnie. Coś o tym że nie dam rady, że to już koniec, poddaj się itp. Faktycznie moja sytuacja była patowa, ale szybko zdarzył się cud.
Gwałtownie przez duże okno, wnętrze komnaty zalało oślepiające jasne światło, a za nim nastąpił ogłuszający chór trzaskanego szkła i kul szatkujących wszystko na swej drodze. Gdy spojrzałem znów przed siebie, komnata była w ruinie, a wszyscy którzy we mnie celowali leżeli martwi, wszyscy prócz tajemniczej kobiety z rewolwerem, która gdzieś zniknęła. Spojrzałem w stronę okna, które teraz bardziej przypominało bezkształtną dziurę. Za nią, kilka metrów od zewnętrznej ściany, w powietrzu unosił się helikopter. W jego rozsuniętych bocznych drzwiach dojrzałem biały uśmiech zębów wielkiego czarnoskórego mężczyzny. Zeskoczył z helikoptera do komnaty, podbiegł do mnie uradowany, chwycił mnie za nogi i kark i uniósł ponad wysokość własnego ciała. Zdarzyłem jeszcze krzyknąć „Co robisz!?”, usłyszałem w odpowiedzi „Tak będzie szybciej!” i potem już tylko leciałem przez całe pomieszczenie w stronę kabiny śmigłowca.
Gdy twardo wylądowałem we wnętrzu maszyny, sen się skończył :) .

Wow, czasem się zastanawiam, czy moje sny niosą ze sobą jakiś przekaz jak to sny, czy może mój umysł.. czy co tam za sny odpowiada, po prostu tylko bawi się w najlepsze :D .


1 vote, average: 3,00 out of 51 vote, average: 3,00 out of 51 vote, average: 3,00 out of 51 vote, average: 3,00 out of 51 vote, average: 3,00 out of 5 (1 głosów, średnio: 3,00 na 5)
You need to be a registered member to rate this post.
Loading ... Loading ...

Napisz komentarz:

Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.


RSS