02.10.09

Łowcy umysłów

mineralna-gazowana

27 grudnia 2008, dzień (sennik dzień) szkolny

Zostałam wezwana przez radiowęzeł do gabinetu dyrektora, gdzie czekał na mnie mój ojciec, dwóch policjantów

i dyrektor. Dyrektor zwrócił się do mnie z pytaniem o Daniela Kołakowskiego. Nie wiedziałam o co mu chodzi, w ogóle nie kojarzyłam tego człowieka. Policjant oświadczył mi, że jestem oskarżona o zabójstwo tego chłopaka, jest to sprawa z maja tego roku, lecz dopiero teraz zebrali dowody, które wskazują na moją osobę. Spojrzałam na ojca, ujrzałam

w jego oczach ogromny zawód, a z drugiej strony niedowierzanie i jakby cień nadziei, że uda się to wszystko jakoś odkręcić, to nie może być jego córka. Zaprowadzili mnie do sali sądowej, znajdowała się na parterze Liceum, miejsca siedzące poustawiane były z ławek.

Usadzili mnie przy stole z Pauliną Konieczną, Piotrem Makowskim, Patrycją Andrzejewską i…było wolne miejsce dla Daniela, którego ja zabiłam ?! Sama nie wierzyłam, nie pamiętałam nic takiego, jak ja zwierzątka skrzywdzić nie potrafię, a co dopiero człowieka? Skąd narzędzie zbrodni? Miałam rewolwer? Boże!

Sędzia – twarzy nie umiem opisać, nie znam tej postaci, raz wyglądał jak mężczyzna, raz jak kobieta (sennik kobieta) w czarnych włosach, miał typową szatę dla sędziego, siedział na środku klasy, coś w rodzaju „mównicy siedzonej”. Zapytał mnie kiedy odbyła się ta impreza, na której balowałam razem z osobami siedzącymi przy moim stoliku, jak to się dokładnie działo. Miałam okropną dziurę w głowię, spytałam gorączkowo Pauliny, czy aby na pewno on nie wciska mi kitu. Odpowiedziała mi na to, że mogę nie pamiętać, bo byłam strasznie zalana. Ogarnęło mnie przerażenie, poczułam jak drętwieją mi nogi. Zaraz zemdleje ze strachu, jeśli byłam pijana, to mogłam go zabić! Człowiek pod wpływem alkoholu nie panuje nad sobą, jest zdolny do wszystkiego. O nie! Niech to nie będzie prawdą!

Sędzia napierał, słyszałam z końca klasy głos mojego ojca, który szeptał, że mam nie mówić, że piłam, kazał mi skłamać, a przecież składałam przysięgę prawdy i tylko prawdy!

Nie wiedziałam co mam robić, zaczęłam skupiać się, próbować przypomnieć sobie. Miałam w głowie bardzo krótkie fragmenty z imprezy z tymi osobami, a jednak coś było! Przypomniałam sobie defilady żołnierzy środkiem ulicy, wozy wojskowe, flagi, co to był za dzień? Boże, to był 1 maja! Imprezowaliśmy 1 maja. Tak, to możliwe, wtedy byłam jeszcze szczeniakiem, w dodatku niemądrym. Chodziliśmy z flaszkami ulicami miasta, chłopcy demolowali śmietniki, sprey’em malowaliśmy mury. Jakaś kobieta zadzwoniła po policję, zauważyliśmy to, zaczęliśmy uciekać w stronę działek. Widziałam jadącą za nami policję, płakałam ze strachu, czułam, że oni nas skatują za to, to był 1 maja! Nagle zboczyłam z prostej ścieżki i kazałam wszystkim schować się w wąskiej uliczce, tam była szklarnia, Paulina wepchnęła mnie tam, sama weszła po mnie, reszta schowała się uliczkę obok. Zostaliśmy niezauważeni. Nadal czułam okropne mdłości ze strachu, jeszcze alkohol szumiał w głowie.

Zabiłaś Daniela Kołakowskiego. Zostałaś z nim sama, nadjeżdżała policja, miałaś w torebce rewolwer,

a on był tak pijany, że nie mógł sam dźwignąć się na nogi. Zastrzeliłaś go, zostawiłaś broń przy skroni, pozorując samobójstwo, by policja skoncentrowała się na tym wydarzeniu, a nie na waszych rozbojach! Rozpłakałam się, bałam się, że jest to prawda, bo byłam pijana i kompletnie nic nie pamiętałam z tamtego dnia, z drugiej strony niedowierzałam, to nie mogłam być ja, na pewno bym tak nie stchórzyła w obliczu zagrożenia!

Zabrali mnie do aresztu razem z Pauliną, zresztą nie wiem co się stało, albo byli w innej celi, albo ich po prostu wypuścili. Podano mi gazetę dzisiejszą, na pierwszej stronie było moje zdjęcie podpisane : „Domalska morderczyni-zabiła kolegę ze szkoły”. Czytając to wyobraziłam sobie wszystkich swoich znajomych, którzy się teraz odwracają ode mnie, niektórzy niedowierzają. Siedziałam tak z Pauliną i nagle strażnicy odeszli, zostałyśmy same, cela była uchylona, gdyż co chwilę ktoś do nas wchodził. Spojrzałam tylko wymownie na nią, od razu wiedziała o czym myślę. Na mój znak wybiegłyśmy jak poparzone z więzienia, przebiegłyśmy przez cały parking Lidla, mijałyśmy po drodze ciężarówki wojskowe, lodówy policyjne. Wszystko było ogrodzone płotem, na końcu była brama, podbiegłyśmy do niej prędko, lecz była zamknięta. Cofnęłam się, by się lekko rozpędzić i jednym skokiem pokonałam ogrodzenie, natomiast Paulina zawisła na nim jak bombka, i właśnie wtedy zauważył to strażnik. Pociągnęłam ją szybko, pozbierała się i pędem

w stronę działek. Po drodze mijałyśmy eskorty policyjne, ale te uliczki działkowe były tak wąskie, że oni nie mogli nas pochwycić, widziałam mojego tatę, który szukał mnie naszym samochodem. Nie wiedziałam po czyjej stronie stoi. Jeździł dookoła ronda, dojrzał mnie, wołał mnie, ja nie chciałam tam wracać. Powiedziano mi, że w najlepszym wypadku czekają mnie 4 lata więzienia, a nie dożywocie, ponieważ nie pamiętam tego zdarzenia-byłam pijana, lecz wszystkie dowody wskazują na mnie. Załamałam się, stanęłam na środku drogi, zawołałam Paulinę i powiedziałam jej, że dłużej nie mogę już uciekać przed tym wyrokiem, sama nie jestem w stanie, albo się teraz zabiję, albo z honorem oddam w ręce ojca, który mnie zawiezie z powrotem na posterunek. Przywołałam ojca wzrokiem. Czułam wstyd

i upokorzenie.

Znalazłam się na tarasie domku letniskowego w górach. Zamieszkiwał go Tomasz z Pauliną. Stałam przed drzwiami, chciałam wejść, a Tomasz cały czas mnie powstrzymywał od tego, twierdząc, że teraz nie może mnie wpuścić, nie mogę teraz na nich patrzeć. No więc czekałam, w końcu mnie wpuścił, robiłam im zdjęcia. Nagle zaczął się do mnie przystawiać, przestraszyłam się, chciałam zadzwonić do Szymona, nie było w ogóle w tym miejscu zasięgu. Spanikowałam, cała się trzęsłam, Tomasz zaczął się dziwnie uśmiechać, ujrzałam w jego oczach coś znajomego, tak!

W Tomaszu był ktoś inny, to był menadżer! Kiedy uświadomiłam to sobie, myślałam, że umrę, telefon nie działał, on mnie zaraz zerżnie jak dziwkę.

Zaprowadził mnie do pokoju, rozejrzałam się, a na dwóch sąsiednich łóżkach-na większym leżała Ania Bąk, Magda Sikorska, Paulina Tomczak i na końcu Tomasz, ale inny-ten prawdziwy. Drugie łóżko było wolne, ale widać że używane, pościele były wygniecione. Moje łóżko, które zostało przeznaczone na szczęście tylko dla mnie, było bardzo dziwne, bo 2-osobowe, a wszyscy się tam cisnęli, bałam się że ten drugi Tomasz-menadżer przyjdzie do mnie i będę musiała spać z nim. Zaczęłam dzwonić do Szymona, nagle dosłyszałam sygnał, ktoś odebrał, spojrzałam na Anię, to ona odebrała, pomyślałam, że teraz będzie robić zwałe i będę z nią rozmawiać siedząc obok, a słuchawce odezwała się jej mama (sennik mama). Zaczęła składać mi życzenia świąteczne, powiedziała, że pamięta mnie dobrze, jak uczyła mnie jeszcze polskiego, zaczęła mi prawić jakieś porady na przyszłość. Przestraszyłam się, miała taki dziwny głos, jak nie ona. Nagle przyszedł Tomasz-menadżer, położył się na wolnym łóżku i kazał mi iść spać. Zgasił światło. W pokoju byłam tylko ja.


0 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 5 (0 głosów, średnio: 0,00 na 5)
You need to be a registered member to rate this post.
Loading ... Loading ...

Napisz komentarz:

Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.


RSS