27.04.09
Latanie
Mój ulubiony,chociaż dawno już nie śniony sen…sen o lataniu. Zawsze jest tak samo. Ta sama asfaltowa ścieżka na osiedlu 30-lecia, gdzie mieszkałam przez całe swoje dzieci (sennik dzieci)ństwo… jeszcze mokra od letniego ciepłego deszczu,który dopiero co skończył padać. Ziemia pachnie i paruje ten asfalt, a ja idę nim do domu,po obu stronach niewysokie drzewka równo kiedyś posadzone…czuję się bezpiecznie i dobrze, nie ma wokół ludzi, i wiem,czuje tak w środku wiem, co się za chwilę wydarzy.
Decyzja o tym,że za chwilę podniosę wzdłuż tułowia dłonie i po prostu polecę przychodzi ot tak, sama z siebie. Więc podnoszę te dłonie i unoszę się w powietrze. Nigdy nie zaznałam stanu nieważkości, a jednak wiem jak to jest…po prostu lekko frunę lekko przechylona do przodu,pomalutku sunę do góry tak, że mam pod sobą końcówki tych drzew obok których szłam. I kiedy już „latam na dobre”, czuję w środku, jakby w sercu lekki niepokój,że to przecież niemożliwe, że ludzie przecież nie latają…jak to?Latam ot,tak sobie?
Wtedy ogarnia mnie coś jakby duma,że to ja taka wyjątkowa jestem i że potrafię coś czego inni ludzie nawet nie znają …
Oczywiście szybko „przelatuję” swój rodzinny blok i lecę gdzieś dalej i dalej…
Dziwne w tym moim śnie jest to,że ja cały czas doskonale wiem o tym,że śnię.Mam po prostu świadomość we śnie (o ile to w ogóle możliwe), że to mi się tylko śni. Jestem więc spokojna i panuję nad wszystkim… Zawsze po takim śnie jestem szczęśliwa i czuję się jakby podbudowana…czym? Czyżby tą chwilka sennej świadomości swojej nadzwyczajności?
-Nie wiem, wiem natomiast, że bardzo bym chciała polatać sobie dzisiaj w nocy… może te wynaturzenia pomogą?;)





Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.