03.12.08
Kredki-myszki
Była ciemna noc, gwiazdy świeciły jakoś tak dziwnie i w ogóle w powietrzu unosiło się coś dziwnego, jakiś osobliwy zapach lub czyjaś obecność. Stałam na ulicy i przyglądałam się tej dziwności a krople deszczu spadały z mojej głowy brudząc białą bluzkę seledynowymi paskami. Polizałam je, były cierpkie i pachniały wiśniowo*. Spojrzałam w górę a tam planety wyglądały tak strasznie, że zapragnęłam znaleźć się jak najszybciej daleko stąd, bałam się bowiem, że zabraknie w powietrzu tlenu, że się uduszę (często śni mi się, że platety na niebie są tak przeraźliwie blisko Ziemi, że widać każdy krater, każdy kamyczek krążący po orbicie.).
Idąc już w stronę domu i mijając duży kamień leżący na ulicy zauważyłam na poboczu, w trawie kredkę-myszkę. Była różowa, do połowy zużyta a ogonek przypominał sznurówkę. Podniosłam ją, bo lubię kredki-myszki i poszłam dalej a wtedy właśnie zdałam sobie sprawę, że na poboczu, w wysokiej, mokrej trawie leży mnóstwo różnokolorowych kredek-myszek. Wkoło jacyś ludzie chodzili nie zwracając na mnie uwagi a ja zbierałam je na klęczkach wypychając sobie nimi kieszenie i z minuty na minutę ogarniała mnie coraz większa radość. Będę miała mnóstwo kredek-myszek a ci głupi ludzie dookoła przecież nie wiedzą i nigdy się nie dowiedzą jakie one są drogocenne!
* a mawiają, że w snach nie czuje się smaku… Ja zawsze czuję.



(1 głosów, średnio: 4 na 5)


Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.