16.11.11

KONIEC ŚWIATA

pola333

Koniec świata.

Gdynia- miasto położone nad morzem Bałtyckim cieszące się niesłabnącym od lat zainteresowaniem turystów. To tutaj wszystko się zaczęło………
Jest rok 2012 ludzie żyją sobie spokojnie swoim życiem nie wiedząc nawet co już niedługo się wydarzy. Jest końcówka zimy więc dni zaczynają się robić coraz dłuższe i coraz cieplejsze, jeśli można powiedzieć że skok z – 8 stopni do -2 stopni to ciepło. W każdym razie życie toczy się swoim torem jak gdyby nigdy nic. Jak co dzień (sennik dzień) wstajemy do pracy , potem z niej wracamy i resztę dnia spędzamy według swoich indywidualnych upodobań. Przychodzi weekend i wtedy pochłaniamy się swoim hobby, poświęcamy czas rodzinie, znajomym i wszystkiemu temu na co nie było czasu w tygodniu. Ten weekend jednak miał być zupełnie inny od wszystkich, miało się zdarzyć coś co na długo zapadnie w pamięci ludzi i zapisze się w historii dziejów świata.

Zacznę więc od początku tego feralnego weekendu kiedy to wspaniałe słoneczko powoli zaglądało przez szyby do mojego pokoju i wybudzało mnie ze snu. Jakże miłe są takie poranki kiedy zamiast nudnej już od lat melodyjki z budzika w telefonie budzi cię natura. No więc mając świadomość, że to sobota i nie muszę zrywać się jak oszalała i robić w pośpiechu wszystkiego tego na co nie mam ochoty leżałam sobie jeszcze dobre 15 minut zanim wstałam. Po tym słodkim lenistwie przyszedł czas na śniadanie i szybki prysznic. Dzień zapowiadał się cudownie, pogoda wręcz idealna jak na koniec zimy ponieważ termometr przekroczył magiczne 0 stopni..baa co więcej wskazywał ich aż 8, co można by nieskromnie nazwać cudem. Widząc takie warunki za oknem normalny człowiek już od momentu ich ujrzenia chce jak najszybciej opuścić domowe pielesze i delektować się przepiękną aurą.
Zadzwoniłam zatem do mojej koleżanki Anki.
-Halo-odezwał się trochę zaspany głos w słuchawce.
-Anka tu Paula. Słuchaj jest rewelacyjna pogoda może byśmy wyskoczyły na spacer ,potem jakieś zakupy na miarę naszych kieszeni (śmiech)? Co ty na to?
-Yyyy….wiesz co daj mi 10 minut bo dopiero się obudziłam i jeszcze nie kojarzę co się dzieje.- oznajmiła oszołomiona moim telefonem.
- Ok. w takim razie czekam na twój odzew, byle jak najszybciej aby nie tracić pogody. Do usłyszenia.-zakończyłam rozmowę.

Minęło z jakieś 15 do 20 minut zadzwonił telefon.
-Cześć Paula słuchaj już się ogarnęłam więc myślę, że za 25 minut możemy się spotkać koło Urzędu Miasta. Ok.?- powiedziała Anka teraz już zdecydowanym tonem.
-Ok. Świetnie mi pasuje.
-Pójdziemy na spacer, potem zakupy a po zakupach wpadniemy do mnie i coś zjemy i pogramy w Strable. Może być taki plan?- powiedziała z niemal uśmiechem na ustach
-Jasne dla mnie bomba. To za 25 minut się widzimy. Do zobaczyska.-ucięłam szybko.
Urząd Miasta
Jak zwykle pełno ludzi krążących z wypchanymi teczkami dokumentów od drzwi (sennik drzwi) samochodów do drzwi Urzędu i tak w koło. Normalne -tym bardziej, że w tygodniu nie ma na to czasu a w sobotę akurat Urząd otwarty jest do 13 więc można coś załatwić ( a wiadomo że w Urzędach zazwyczaj zawsze jest co załatwiać taka już ta nasza biurokracja).
Jest Anka , stoi i rozgląda się na wszystkie strony, szukając mnie wzrokiem, no więc nie trzymam jej w niepewności tylko żwawym krokiem podążam w jej kierunku.
Serdeczne powitanie i do spaceru gotowi start.
Spacer szybko minął, zakupy jeszcze szybciej zwłaszcza, że nie jesteśmy jak Paris Hilton, która wchodzi do sklepu i nie patrzy na metki tylko bierze wszystko. Żeby coś kupić trzeba się ostro zastanowić czy warto wydać daną sumę itp. Taki urok pracownika średniego szczebla.
Tak jak żeśmy ustaliły po zakupach poszłyśmy do Anki do domu.

Dom Anki.

Duża kamienica położona w centrum Gdyni z wielkim oknem w salonie, z którego było widać las oraz mała kuchnia i łazienka po drugiej stronie z których widok był już mniej przyjemny bo na okoliczne budynki.
Weszłyśmy na klatkę gdzie jak zwykle śmierdziało tymi żurami którzy co wieczór urządzają sobie koło piwnicy schadzkę „jabolową”. Jej mieszkanie znajdowało się na 2 piętrze więc omijała ją „przyjemność” wysłuchiwania ich pijackich pogadanek. Mieszkanie Anki co prawda nieduże bo tylko salon, kuchnia i łazienka ale dosyć przestronne i jak dla jednej osoby wystarczające. Zaczęła wynajmować je rok temu i jest bardzo zadowolona, bo opłaty niskie i standard mieszkania wysoki ( w porównaniu z innymi ofertami wynajmu).
No więc, że należy ona do osób lubiących gotować (czego nie powiem o sobie) poszła od razu do kuchni i zaczęła pichcić. Dziś dzień był spaghetti, bo szybko, bo dobre , bo dużo i syte
Czekałam w tym czasie w salonie który w swoim wyposażeniu posiadał wielką rogową, jasnobeżową kanapę, stolik (nieduży ale Strable się mieściły), wielki fotel po drugiej stronie stolika oraz dwie komody po przeciwnej stronie kanapy i podziwiałam widoki lasu nad którym wisiało pomarańczowe duże okrągłe słoneczko. Patrząc na nie w życiu nie pomyślałabym co się wydarzy później.
Kumpela zrobiła jedzenie (pyszne jak zawsze) . Po jedzeniu chwila relaksu i rozmowy o wszystkim i niczym.
Zaczęło robić się lekko szarawo na dworzu ale słońce jak świeciło tak świeci nadal co nieco dziwnie wyglądało. Miałam wręcz wrażenie, że odkąd tu jestem a minęło ze 2 godziny słońce „wisi” w tym samym punkcie.
Przerywając moją zadumę nad tym zjawiskiem Anka odparła.
-To co idę do kuchni szybko pozmywam i gramy ? –stwierdziła pytająco
-Ok. Przygotuję Strable.- odpowiedziałam mimochodem.
Wyciągnęłam z komody grę i w chwili kiedy chciałam ją wyłożyć na stolik znowu mój wzrok przyciągnął horyzont, a dokładnie to dziwnie wyglądające słońce. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu „coś” zaczęło się dziać. Pierwsze co przyszło mi na myśl patrząc na to zjawisko to wybuch supernovy.
Wiesz co to supernova? Jak nie to powiem krótko jest to swojego rodzaju eksplozja kosmiczna która powoduje że na niebie powstaje jasny, poniekąd kolorowy rozbłysk.
Nie umiem tego opisać bardziej dosadnie ale myślę że przykładowe zdjęcie przybliży ci o czym mówię.

Supernowa.

I dokładnie coś takiego ujrzałam na niebie, a w środku tego znajdowało się słońce. To było niesamowite, wręcz nierealne, budziło we mnie jakby podziw i zachwyt jednocześnie. Widok ten wzmagał bardzo pozytywne emocje, człowiek był w stanie patrzeć na to godzinami jakby był zahipnotyzowany, wręcz nie mogłam oderwać wzroku. Po chwili wpatrywania zaczęłam głośno krzyczeć:
-Anka chodź tu szybko. Zobacz co się dzieje.-zawołałam zadowolonym głosem jakbym to ja co najmniej stworzyła.
Przyszła z kuchni i patrzy na mnie a ja jak posąg nieruchoma i „wbita” w szybę zdołałam tylko wydusić.
-Zobacz jakie to piękne.
Spojrzała znudzona w okno i w chwili kiedy zobaczyła to co ja oczy rozwarły jej się tak szeroko jak tylko było to możliwe, nieomal z wrażenia szczęka prawie jej opadła.
Co się dziwić nie co dzień człowiek ma okazję oglądać takie rzeczy. Stałyśmy w ciszy chyba dobrych 10 minut omamione ów pięknym widokiem.
W końcu otrząsnęłam się i zaczęłam rozmowę ( zerkając co moment w tamtą stronę).
-Jeju co to jest w ogóle? –zapytałam jej jakby ona była uczonym i wiedziała doskonale co widzi
-Nie mam zielonego pojęcia ale w życiu czegoś takiego nie widziałam.-odpowiedziała Anka na jednym oddechu
-Słuchaj zapewne nie tylko my to dostrzegłyśmy, włącz telewizor może coś o tym mówią co to jest.- trzeźwo uznałam.
-Ok już włączam- odparła ale jeszcze przez moment zawiesiła się nad tym zjawiskiem tak jakby coś kazało jej na nie patrzeć.
Telewizor odpalił na kanale TVP 2 , zwykle o tej porze leci jakiś serial ale nie tym razem. Na dole ekranu widniał pasek z informacją: „Niesamowite zjawisko na niebie”. Prezenter siedział w swojej wyprasowanej koszuli i z wręcz nadpobudliwością mówił o tym, że to co widzimy za oknem to pierwszy taki przypadek w dziejach ludzkości, że naukowcy nie są w stanie powiedzieć czemu coś takiego ma miejsce ale jest to niewątpliwie coś czego nie można porównać z niczym z czym mieliśmy do tej pory do czynienia. Ewidentnie dziennikarz sam był w wielkim zachwycie bo aż nie mógł spokojnie usiedzieć na miejscu. W sumie z jego informacji nie dowiedziałyśmy się niczego konkretnego, ani czy to coś niebezpiecznego ani jak się zachowywać, jednym słowem żadnych wskazówek. W związku z tym wyłączyłam TV i usiadłam naprzeciw okna na fotelu by podziwiać to co przede mną. Czas w tym momencie jakby zszedł na drugi plan. Obie bez słowa gapiłyśmy się na zjawisko „nadprzyrodzone” z wielką fascynacją. Trwało to kilka godzin, nie zauważyłyśmy że w tym czasie na dworzu zrobiło się ciemno natomiast supernova ze słońcem były wciąż takie same.
Nadszedł jednak zwrot akcji ponieważ doszły inne zjawiska mianowicie słońce które wydawało się być idealnie okrągłe zaczęło „wybuchać na brzegach” tak jakby ktoś rzucić na krańce słońca granaty i jeden za drugim wybuchałyby tworząc przy tym nierealnie rozpryśnięte słońce. Ten widok aż podniósł nas z fotela i przybliżył do szyby, niemal z przytkniętym nosem obserwowałyśmy tą całą „szopkę” ale jakby te wybuchy zaczęły w nas zmagać strach, jakby instynktownie wiedziałyśmy że nie wróżą one nic dobrego. Zaczęły przybierać na wielkości i ilości w takim tempie że słońce robiło się coraz większe i większe. Miałam wrażenie, że zaraz urośnie do gigantycznych rozmiarów i wywoła ekstremalnie ogromny wybuch. Tkwiłam tak z Anką i po prostu czułam bezsilność wobec tej sytuacji.
W końcu po kilku dobrych godzinach oderwałyśmy się od szyby i spojrzałyśmy na siebie zagadkowym wzrokiem.
Wiele pytań pętliło mi się w głowie, jej także ale wszystkie one pozostawały bez odpowiedzi.
-Co to jest?
-Co się stanie?
-Czy wybuchnie?
-Czy to koniec?
Ostatnie pytanie najbardziej przerażało, bo niby każdy człowiek wie że przyjdzie dzień w którym będzie koniec świata ale nikt o tym nie myśli albo myśli o tym w perspektywie wielu milionów lat.
W sytuacji kiedy widzimy coś tak niesamowitego, cos tak niepojętego przy czym sami naukowcy nie są w stanie nic konkretnego o tym powiedzieć budzi się w człowieku strach przed nieznanym a nieznanego najbardziej się boimy.
Po chwili wpatrywania się w siebie nawzajem w końcu Anka wydusiła z siebie:
-To się robi coraz większe. Boże czy to spadnie na ziemię? Czy się spalimy?- przerażona zapytała
-Wiem tyle co ty, nigdy takiego czegoś nie widziałam i nie wiem nawet co zrobić.-odparłam bezsilnie.
-Mam tylko dziwne przeczucie, że to „coś” to nic dobrego.-stwierdziłam
-Ja też mam takie wrażenie, że to dopiero początek czegoś naprawdę złego.- powiedziała z obawą w głosie.
Potem już było coraz gorzej, coraz więcej wybuchów i z biegiem czasu, który przemykał nam między palcami jak woda zaczęłyśmy dostrzegać bardzo maluteńkie kropki krążące wokół tego całego „bałaganu”. Kropki też zdawały się z chwili na chwilę robić coraz większe. Aż do momentu gdy zrobiły się na tyle duże, że można było dostrzec ich kształt. No właśnie jak one wyglądały. Zapewne każdy oglądał filmy typu Marsjanie atakują, ale tym razem działo się to naprawdę i nie śmieszyło mnie w ogóle, kiedy zobaczyłam kilka takich latających „obiektów”. Tak jak wybuch skojarzył mi się z supernową tak te „kropki” nie przypominały niczego co wcześniej widziałam nawet w Internecie.
Wyglądały jak takie koła nakładane na siebie jedno na drugie z dwoma luźno wiszącymi nogami ( coś w stylu nóg robota), ale były jeszcze zbyt daleko aby móc o nich powiedzieć coś więcej.
Jak oparzona wyskoczyłam z salonu do kuchni aby zobaczyć czy na niebie z drugiej strony też się coś dzieje i ku mojemu zaskoczeniu ów „krążki” pokryły dosyć dużą część nieba. Nie to jednak mnie przeraziło ale to że niemal jak na filmie fantasy zaczęły z dużej odległości strzelać jakimś laserem czy czymś w tym rodzaju (nie wiem bo filmy fantasy nie są moim ulubionym gatunkiem). W każdym razie taki strzał powodował ogromne jak dla mnie zniszczenie w ciągu kilku sekund wysoka kamienica położona kilka przecznica dalej miała dziurę wielkości salonu mojej koleżanki przy czym wyglądało to jakby kawałki dachu były spalone i jeszcze dogasały tak jak dogasa kawałek papieru który niechcący się zapali a człowiek w akcie desperacji dmucha na niego i gasi „pożar”.
Z minuty na minutę tych „laserowych błysków” było coraz więcej i tylko widać było płomienie kolejnych budynków. Anka przybiegła do kuchni i po tym jak zobaczyła co się dzieje zdołała tylko powiedzieć:
- Ta kamienica jest zbyt mocna, nic jej nie ruszy.
W jej głosie było słychać rozpacz i panikę. Bezsilność pozwoliła jej tylko na takie zdanie. Widać było po niej, że śmiertelnie się boi nadchodzących chwil.
Ja bałam się równie mocno natomiast zachowałam odrobinę rozsądku w tej nierozsądnej sytuacji i próbowałam ją pocieszyć choć sama ledwo wierzyłam, że coś jest w stanie opanować ten chaos. Nie mogłam nic zrobić mimo to ciągnęło mnie na zewnątrz. Ubrałam kurtkę i spojrzałam na kumpelę, która wyczytała z moich oczu, że wychodzę. Ona sama najchętniej schowałaby się jak małe dziecko (sennik dziecko) pod łóżko i przeczekała ale bezsilna i pozostawiona teraz sama sobie w mieszkaniu pobiegła zaraz za mną na dwór.
Temperatura na dworzu była jeszcze wyższa niż w dzień , powiedziałabym nieskromnie, że wręcz nierealnie wysoka jak na zimę bo zdawało się odczuwać co najmniej 20stopni.
Stałam koło kamienicy jak wryta patrzyłam na niebo i obserwowałam cały ten „cyrk”. Anka stała jakieś 3 metry ode mnie przerażona i zagubiona jak 3 letnie dziecko pozostawione bez opieki w dużym sklepie. Nagle z nieba buchnęła nieduża aczkolwiek przerażająca struga ognia i niestety pech chciał, że otarła ona o moją kurtkę i rękaw zajął się ogniem. Kilka sekund po tym zdarzeniu otrząsnęłam się i zaczęłam nerwowo razem z koleżanką gasić ogień. Na szczęście bardzo niewielki obszar rękawa się palił i zdołałyśmy w mig go ugasić. To spowodowało, że Anka wpadła w jeszcze większą panikę i niepokój i ze łzami w oczach powiedziała, że chce wrócić do domu i tam przeczekać. Widząc jej stan przytaknęłam i poszłyśmy z powrotem na górę. Stałyśmy w salonie jak w obcym miejscu. Anka poszła na chwilę do kuchni i w tym momencie usłyszałam tylko wielki huk i poczułam jakby ziemia osunęła mi się spod nóg. Nic nie widziałam bo przez chwilę wielkie ilości pyłu unosiły się w powietrzu. Dopiero po kilku minutach zdałam sobie sprawę z tego co się stało. W przecierającym się powietrzu dostrzegłam na stercie gruzu moją koleżankę całą we krwi i już stąd ( z rogówki na którą wyrzuciła mnie siła wybuchu) widziałam, że ona po prostu nie żyje. Przez moment wpatrywałam się w nią jakbym nie wierzyła w to co widzę, ale z upływem minut dochodziło do mnie jak wielka tragedia się zdarzyła. Mimowolnie łzy poleciały mi po policzkach a całe to zajście spowodowało, że ledwo mogłam nabrać powietrza w płuca. Byłam w szoku, zdezorientowana, rozczarowana i przypomniały mi się słowa Anki. „Ta kamienica jest zbyt mocna, nic jej nie ruszy” . Całe to zdaniem odbijało mi się echem w uszach jak jakaś mantra. Nie miałam nawet siły aby wstać (może to i dobrze) bo to co zdarzyło się później niewątpliwie uchroniło mnie od takiego losu który spotkał moją koleżankę. Wybuch był tak silny że po prostu z mieszkania kompletnie zniknęła kuchnia i łazienka w ich miejscu pojawiła się wielka dziura a z tej dziury nagle zaczęły się wyłaniać dwa kształty i szły w moją stronę. Nie wiem czemu ale coś mi mówiło, że jeśli nie będę się ruszać ani nic mówić to mnie oszczędzą. Nie wiadomo skąd człowiek ma takie przeczucia, ale zazwyczaj są one trafne. Dwie istoty które teraz stały nad Anką wyraźnie widziałam. Składały się z 3 kręgów nałożonych na siebie przy czym każdy z nich był coraz mniejszy. Ten największy miał srednicę może około 1 m i 20cm, natomiast na samym czubku było coś na wygląd naszego „koguta” którego zakładają tajniacy na dach. Obie te postaci stały na dwóch metalowych nogach a na „stopach” miały metalowe buty w kształcie takiej gumowej przepychaczki do zlewów. Starałam się nawet jak najmniej oddychać jednak wymuszona pozycja w jakiej się znalazłam spowodowała, że osunęłam się nieco niżej i tym samym dałam się usłyszeć. Dosłownie sekunda po tym istoty stały już koło mnie i zaczęły o dziwo w moim języku do mnie mówić.
-Kim jesteś? Co tu robisz?- padły pytania od obcych.
Różne rzeczy przychodzą do głowy w stresie , tak jak i mnie w tej chwili.
-Jestem robotem z innej galaktyki.- odparłam jakby to była kwestia w scenariuszu.
Ta odpowiedź zaważyła , ponieważ ku mojemu wielkiemu zdziwieniu obie postaci po prostu zostawiły mnie w spokoju. Tak jakby to zdanie było wyrocznią co do tego czy mam żyć czy umrzeć.
Nie mogłam zupełnie się pozbierać, jedyne co w tej chwili mogłam, na co miałam siłę to spojrzeć jeszcze raz przez okno na słońce. Zdziwiło mnie jeszcze bardziej to co zobaczyłam. Słońce które było nieskazitelnie okrągłe za swoich „dobrych czasów” teraz miało nieregularny kształt. Wyglądało to tak jakby wszystkie te wybuchy spowodowały urywanie się słońca kawałek po kawałku. Aż strach było pomyśleć co się stanie kiedy ono całkiem się rozpadnie.
Ostatkiem sił chciałam zejść z rogówki ale poczułam nagłe mrowienie w żołądku , zrobiło mi się ciemno przed oczami i jak długa padłam na ziemię. Cały napływ tych zdarzeń spowodował, że mój organizm się zbuntował. Zapadłam w śpiączkę. To było jak przewinięty film. Wszystkie wydarzenia wracały do mojej głowy z tego dnia jak na zaciętej taśmie w kółko to samo aż do wybuchu. I trwałam tak w tej śpiączce nie będąc świadomą czy to się kiedyś skończy.
Aż nagle pewnego dnia zaczęłam ni stąd ni z owąd otwierać „okurzone” powieki by zastać
ten sam obraz (sennik obraz) który pamiętałam czyli gruzowisko, dziura w kamienicy i moja biedna Anka która leżała martwa na stercie cegieł.
Podniosłam się i pierwsze co to spojrzałam w okno.
Było ciemno, była typowa noc. Gwiazdy na niebie, zero kropek, po słońcu ani śladu. Po prostu wszystko wyglądało jak dawniej.
Mimo zmęczenia stoczyłam się po schodach klatki a raczej po tym co po nich zostało. Wyszłam na dwór i uderzyła mnie nieprawdopodobna cisza i spokój o jaki ostatnimi czasy było trudno. W przypływie tego błogiego stanu postanowiłam pójść nad morze i tam poczekać na dalszy rozwój sytuacji. Szłam dosyć wolno z powodu obrażeń jakie poniosłam i lekkiego bezwładu nóg jaki był wynikiem długiej śpiączki. Szłam ulicami i mijałam tylko dziurawe budynki z których już nie tlił się ogień lecz stały puste i opuszczone tak jakby wszyscy wymarli. Nie wiem czego oczekiwałam ale czułam się przegrana jakbym stoczyła bitwę i poległa. Jedynym moim celem teraz było dojście nad morze a co dalej to los miał pokazać. Bałam się tego co zobaczę lub tego czego już nie będzie, ale wiedziałam że pozostanie w domu niczego mi nie wyjaśni.

Nad morzem.

Dotarłam nad morze i byłam zaskoczona co tam ujrzałam.
Tłumy ludzi stały na wielkim wale z piasku i patrzyły na morze niczym zahipnotyzowani.
Nawet nie zauważali kiedy coraz to nowe osoby dochodziły. Mijały minuty i robiło się coraz jaśniej. Na morzu widać tylko było dryfujące poniszczone statki, małe łajby , roztrzaskane łodzie. Wszystko to wyglądało przerażająco, jakby wyrwane z filmu katastroficznego. Ci wszyscy ludzie którzy tu przyszli na coś niewątpliwie czekali. Ale na co?
Sama zastanawiałam się czemu akurat tutaj chciałam przyjść, czemu wszyscy ludzie akurat tutaj przyszli.
Odpowiedź pojawiła się w chwilę później, kiedy to jeden z ludzi obejrzał się za siebie, stanął tyłem do morza i krzyknął głośno:
-Zobaczcie.
W jego głosie można było usłyszeć tylko jedno mianowicie wielkie zadowolenie .
Wszyscy jak jeden mąż obrócili się, ja również i to co zobaczyłam wywołało uśmiech na mojej twarzy , ale także uśmiech na twarzach innych. Nie był to uśmiech amanta grającego w komedii romantycznej tylko szczery, prawdziwy taki jak uśmiecha się mąż do żony gdy ta oznajmia że spodziewają się potomka, taki jaki ma matka słysząc pierwsze słowa swojego dziecka, taki jaki ma starsza kobieta (sennik kobieta), która po 70 latach małżeństwa rano słyszy od swojego męża „kocham Cię bardzo”. Jest to uśmiech który powoduje radość z tej danej chwili i nic innego w tym momencie się nie liczy.
Zastanawiasz się co go wywołało.
Coś banalnego a zarazem tak wyczekiwanego.
Wśród tłumu zdało się usłyszeć tylko jedno – TO SŁOŃCE.
Być może nie wyglądało jak słońce bowiem kształt miało niczym spłaszczony owal przyklejony do nieba pionowo, ale dla nas było piękne i najważniejsze było to że w ogóle BYŁO.

Zakończenie.
Po tych wydarzeniach ludzie uświadomili sobie jak ważne jest życie i jak ważne jest to by czerpać z niego jak najwięcej bo nikt nigdy nie zna dnia ani godziny kiedy skończy się to wszystko.

TAKIE RZECZY MI SIĘ ŚNIĄ I TO TAK REALISTYCZNE ŻE AŻ Z TRUDEM SIĘ WYBUDZAM.
PS.SUPERNOVA MIAŁO BYĆ FOTO ALE NIE DA RADY TUTAJ WSTAWIĆ WIĘC SAMI ZOBACZCIE W NECIE.


0 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 5 (0 głosów, średnio: 0,00 na 5)
You need to be a registered member to rate this post.
Loading ... Loading ...

Napisz komentarz:

Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.


RSS