03.12.08
Inny wymiar
Wielkie szare miasto, setki samochodów, zabiegani w jesiennym smutku ludzie. Każdy gdzieś pędził, byle jak najszybciej znaleźć się w ciepłym pomieszczeniu biura, bądź własnego domu by przy filiżance pachnącej kawy przetrwać senność.
- Mam dla ciebie niespodziankę. – uśmiechnął się tajemniczo czterdziesto kilkuletni mężczyzna – zobaczysz coś niesamowitego, inny świat.
Chwycił mnie za rękę i przeniknął nieziemskim błękitnym wzrokiem w głąb mojej duszy. Miał w sobie światło i spokój, przez które czułam się bezpiecznie. Był jak anioł.
Ruszyliśmy w stronę starych, obdrapanych kamienic, szeregiem opadających wzdłuż nowojorskiej ulicy. Opustoszały budynek (sennik budynek) stał niezamieszkany od lat. Na widok sypiącego się tynku, skrzypiących drzwi (sennik drzwi), powybijanych szyb, zatrzymałam się nieco zdezorientowana. Mój kompan uśmiechnął się łagodnie, sprawiając, że poczułam się jakbyśmy znali się od zawsze.
Zeszliśmy spróchniałymi stopniami na tyły budynku, gdzie naszym oczom ukazały się kolejne drzwi. Poczułam jak ogarnia mnie dziwna nieziemska aura. Wiedziałam, że to, co za chwilę ujrzę otworzy moje wszystkie zmysły. Mężczyzna chwycił za klamkę… Otworzyłam oczy. Przed nami rozpościerał się bajkowy ogród. Niespotykane gatunki drzew i kwiatów. Wszystko jakby większe i pełniejsze. Na lazurowym niebie ścigały się ptaki o kolorach tęczy, drzewa uginały się od dorodnych owoców, po ścieżkach biegały oswojone zwierzęta.
To był inny świat. Inny wymiar rzeczywistości, w którym życie przypominało dzieci (sennik dzieci)ęcą kolorowankę.
- To świat, w którym możesz wszystko – uśmiechnął się mój kompan – możesz korzystać ze swego szóstego zmysłu…
- Jak to? – zapytałam zdumiona
- Masz zdolności, o jakich dotąd nie wiedziałaś… możesz np. latać. Wystarczy, że o tym pomyślisz.
Spojrzałam na własne stopy i oderwałam się od ziemi. Teraz z perspektywy nierzeczywistości, widziałam i słyszałam wszystko znacznie wyraźniej. Przepełniała mnie jakaś tajemnicza energia, dzięki której mogłam przemieszczać się w różne miejsca, wystarczyło tylko pomyśleć. Rozejrzałam się wokół. Na gigantycznej szachownicy ustawione były ogromne szachy. Dopiero po chwili, gdy się zbliżyłam usłyszałam śmiechy rozbawionego towarzystwa. To byli ludzie! Każdy z nich ubrany w bogatą barokową kreację, te jednak były nieco zmodyfikowane. Tak, jakby nowoczesność znalazła inspirację w klasycznych ubiorach. Każdy z nich przeskakiwał kolejno po czarnych i białych kwadratach.
Wszędzie było słychać zabawę i śmiech. Unosiłam się w powietrzu, zwiedzając różne zakątki niesamowitego świata. Nagle jednak poczułam niepokój. Stopniowo ogarniało mnie przerażenie. To cisza przed burzą – pomyślałam. Usłyszałam potężny głos z głębi własnej duszy „musisz ich uratować, zbliża się ich koniec!” Stałam na gzymsie wysokiego budynku i usiłowałam ogarnąć zmysłami to, czego doświadczałam. W pewnej chwili na nieboskłonie pojawiły się czarne postaci, wszystkie jednakowe. Z zawrotną prędkością czarne anioły zlatywały. Mężczyźni o czarnych oczach, jakby bez dna.. które czasem płonęły piekielnym ogniem. Czarne anioły, wydawały się być jak zmory pozbawione całkowicie duszy.. jak armia, której zadaniem jest unicestwić wszystko, obok, czego przeleci.
Mój tajemniczy znajomy spojrzał na mnie./Nie wiem nawet jak się znalazł tuż obok na gzymsie./ Tym razem jego wzrok był przepełniony tak wielkim smutkiem, że zabolała mnie dusza. Poczułam, że jestem tu po to żeby ich uratować. Nie chciał mi wcześniej powiedzieć..
- Widzisz ich? Chcą nas zniszczyć…nikt ich nie może powstrzymać.
W tym momencie, wszystko zaczęło się trzęść. Ziemia zadrżała tak mocno, ze zaczęły odłamywać się elementy budynków. Z łomotem spadały i roztrzaskiwały się o alejki. Zapanowała szarość. Słońce poszarzało.. zanikł blask. Oczy czarnych postaci rozpalały ognie, sprawiały, że zwierzęta uciekały przerażone a płomienie i dym pochłaniały całą krainę. Świat zapadał się! Na czarno ubrane postaci unosiły się w powietrzu i w szaleństwie niszczyły wszystko, siłą woli, siłą myśli. W pewnym momencie poczułam czyjąś obecność… złowrogie spojrzenie, sprawiło, że ogarnęło mnie potworne przerażenie. Uniosłam się nad budynkiem. Wiedziałam, że nadszedł ten moment. Że muszę zrobić wszystko, co tylko mogę, wykorzystać swoje nadprzyrodzone umiejętności. Napełniła mnie wielka energia. Siłą woli i spojrzeniem zaczęłam walczyć z diabelskimi postaciami.. myślami, ściągałam ich na ziemię, gdzie uderzając z impetem roztrzaskiwali się jak rozpadające się skały. Część z nich płonęła, w ogniach, które sami rozniecili. Wszystko działo się w tak zawrotnym tempie, że zapomniałam całkowicie o realnym świecie. Paranormalne zdolności uczyniły mnie jakąś nierealną, bezskrzydłą postacią, która jednak samą myślą potrafi zbudować coś lub zniszczyć… i nie może się poddać. Ma dar, który musi wykorzystać. Walka trochę trwała. Ostatecznie zapanowała cisza… czarne postaci leżały martwe…
Mój towarzysz usiadł obok mnie na gzymsie.. w ciszy obserwowaliśmy płonące resztki zniszczonej krainy..
- Muszę przyjrzeć się wszystkiemu dokładnie zanim się obudzę… czuję, że wracam do rzeczywistości…
Mężczyzna uśmiechnął się ponownie. Tym razem przerażenie w jego oczach zniknęło… pojawił się ten sam błękit, który mnie tu przywiódł…
Obudziłam się.





Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.