04.04.09
Horda
Nieprzenikniona mleczna mgła (sennik mgła) otoczyła cały las, trudno było dostrzec cokolwiek choćby na wyciągnięcie ręki. Jacyś ludzie w oddali krzyczeli, pobiegłem za ich głosem.
Na miejscu nikogo nie znalazłem, nikogo materialnego, wszędzie za to dookoła mnie jakby z ziemi wyrosły całe chmary lewitujących zjaw, upiorów. Rozkładające się zwłoki kroczyły w moją stronę.
Skoncentrowałem się, nie uciekłem. Natychmiast uniosłem się o kilka decymetrów nad ziemie. Coś świetlistego eksplodowało na okolicę z mojego wnętrza rozpędzając nieco nieugiętą mgłę na większy promień. Spojrzałem na swe dłonie, akurat w momencie gdy ich kolor balansował między zmieniającymi się odcieniami czerni i szarości. Skórę pokryły jakby łuski, potem coś na podobieństwo chitynowego pancerza. Palce złączyły się w trzy i ugięły w kształt szponów.
Gdy tylko transformacja została ukończona, rzuciłem się na nadciągające watahy otaczających mnie koszmarów. Jednym uderzeniem potrafiłem rozszczepić kilka najbliższych zjaw w niematerialną mgiełkę. Całe hordy ginęły szybko w następnych sekundach.
Lecz to wciąż było mało, zjaw regularnie przybywało.
Nie wiem co było dalej.




Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.