03.04.09
Głos zwątpienia
Ostatniej nocy nie spałem, więc i nie śniłem.
W ramach rekompensaty wrzucam swój stary dobrze zapamiętany sen z przeszłości, gdy w dolinach panował jeszcze mrok.
Jest czerwiec roku 2008. Jestem w jakieś szkole, klasie. Choć nie wygląda ona jak moje dawne Studium Medyczne. Trwa właśnie egzamin dyplomowy. Nie licząc braku podobieństwa do prawdziwej szkoły, dostrzegam też inne nieścisłości: Nie jestem ubrany w garnitur lecz normalnie, prócz mnie egzamin zdaje jeszcze jakaś dziewczyna (powinno być więcej osób), brak komisji egzaminacyjnej, za biurkiem siedzi tylko jedna nauczycielka, na dodatek to ona sprawdzi zaraz moją pracę, a nie Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Krakowie za dwa miesiące. Mało tego, nauczycielka nie uczy niczego w tej szkole.. lecz w mojej dawnej podstawówce, i to muzyki. Wszystkie te nieścisłości, przyjmuje oczywiście jako coś normalnego, jak to w snach.
Nauczycielka właśnie skończyła sprawdzać moje wypociny. Jestem niemal pewny że zdałem, gdyż zrobiłem wszystko tak jak trzeba. Niestety mina nauczycielki nie wróży niczego radosnego. Wręcza mi moją wypunktowaną pracę z pewnym wahaniem. U dołu kartki wypisała „60 punktów”.. co oznacza że nie zdałem. Pociesza mnie, ale to na nic. Zaczynam ryczeć jak małe dziecko (sennik dziecko), nakrapiając pomazane na czerwono kartki drobnymi plamkami. Przychodzi rozdzierające załamanie.
Ktoś, nie wiem kto, nie wiem skąd. Jakiś głos do ucha ponuro mi szepcze, że jestem beznadziejny, że niczego i tak nie osiągnie. Każdy mój wynik jaki w życiu osiągnę będzie taki sam jak ten – do d.




Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.