21.11.08

Do szkoły

moccagrande

Śpieszyłam się na uczelnię,bo miałam jakieś ważne zaliczenie. Po drodze zgubiłam reklamówkę z notatkami. Gdy się zorientowałam-zawróciłam i widziałam,że leży ona na przejściu dla pieszych. Zanim tam doszłam moją reklamówkę podniósł jakiś meżczyzną bez górnej prawej 3 i 4. Prosiłam go, aby oddał mi moją zgubę ale on stanowczo odmówił. Nie miałam już czasu,żeby z nim dyskutować więc dałam spokój. Idąc mijałam wystawy sklepowe,w których widziałam osoby z mojego miasta. Jednak nie mogłam poznać jaką ulicą idę. W pewnym momencie zmienił się punkt widzenia i już nie byłam „sobą” ale obserwowałam siebie jakby z pozycji osoby trzeciej. Widziałam jak stałam na pasach i czekałam na zielone. Byłam owinięta w kołdrę i miałam krótkie spodenki. Jedno zielone się zapaliło,ale ja nadal stałam. Na drugą stroną przeszłam dopiero jak znów zapaliło się zielone. Potem nagle znów byłam sobą. Znajdowałam się już na uczelni. Podeszłam do szatniarza,żeby oddać kurtkę. Okazał się on Cyganem. Miał na sobie fioletowy krawat z cekinów i czarną koszulę. Krawat był przekrzywiony. Nie mówił po polsku,położyłam kurtkę na blacie,a on przyniósł mi rękawiczki męskie. Nie wiedziałam co mam zrobić więc zabrałam kurtkę i szybko musiałam się przemieścić do drugiego budynku gdzie odbywało się zaliczenie. Mimo,że budynki te dzieli ok.100 podjechałam tam autobusem komunikacji miejskiej,którym kierował ten sam Cygan z szatni. Zatrzymał nas inny Cygan-kontroler. Chciał zobaczyć moją legitymację. Nie mogłam jej zupełnie znaleść,przeszukałam wszystko ale legitymacji nie miałam. Jakoś udało mi się wykręcić i pobiegłam na zaliczenie. Niestety ono już się skończyło, spóźniłam się. Wracając z sali zorientowałam się,że nie mam ze sobą torebki i kurtki. Chodziłam.pytałam,szukałam, ale znów bez skutku. Wreszcie zobaczyłam pod ławką kawałek zielonego paska. Schyliłam się i odnalazłam swoje rzeczy-długi ortalionowy płaszcz koloru brązowego i torebkę zieloną w białe grochy. Wyszłam na zewnątrz,gdzie było mnóstwo Cyganów. Rozmawiali,śmieli się,tańczyli. Sztaniarz kazał mi wejść do auta. Pod siedzeniem znalazłam kilka kartonów z chałwą i jakieś inne słodycze. Kiedy chciałam z samochodu wyjść okazało się, że jest on zamknięty. Zaczęłam się szamotać z klamką,ale nic to nie dało. Utknęłam w cygańskim wozie i..obudziłam się.


1 vote, average: 5,00 out of 51 vote, average: 5,00 out of 51 vote, average: 5,00 out of 51 vote, average: 5,00 out of 51 vote, average: 5,00 out of 5 (1 głosów, średnio: 5,00 na 5)
You need to be a registered member to rate this post.
Loading ... Loading ...

Napisz komentarz:

Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.


RSS