06.05.09
Dawno zapomniane uczucia
piękny dzień (sennik dzień). jestem gdzieś głęboko w lesie. słońce przebija przez gałęzie liściastych drzew. stoję i rozglądam się dookoła. nagle zza moich pleców wychodzi Radek. uśmiecha się do mnie. rozmawiamy, żartujemy sobie. obok stoi rozbity namiot. znalazłam się tam przez przypadek. Radek był punktowym na jakiejś imprezie harcerskiej. ja tym razem im nie pomagałam. staliśmy tak jakiś czas. w końcu pojawił się pierwszy patrol. chwilę później następny. za każdym razem Radek wracał do mnie i dalej rozmawiał wesoło. wtedy przyszedł kolejny patrol. była w nim jakaś dziewczyna. nie znałam jej osobiście. wiedziałam tylko, że to koleżanka Radka. jak widziała, że rozmawiamy, żartujemy, śmiejemy się, spojrzała na mnie wzrokiem mordercy. Radek odszedł ode mnie, żeby dać zadanie patrolowi. jak tylko przekazał im potrzebne wytyczne, spojrzał na mnie i uśmiechnął się. ta dziewczyna widziała to i od razu ze złością w oczach spojrzała na mnie. gdy do mnie wrócił ona nie mogła skupić się na zadaniu, bo ciągle na nas patrzyła. pewnie podeszłaby, gdyby nie fakt, że musieli iść do kolejnego punktu.
zbliżał się zmrok. trzeba było iść spać. obok paliło się ognisko. leżeliśmy w namiocie, zwróceni do siebie twarzami. patrzyliśmy sobie w oczy. uśmiechaliśmy się do siebie…poczułam, że znów coś się rodzi między nami. czułam się wspaniale. zaczął wiać wiatr. wtedy zauważyłam, że namiot nie jest przymocowany. góra była normalnie, jakby zawieszona na jakimś sznurku, ale dół unosił się z każdym powiewem. Radek wyszedł, żeby naprawić usterki. leżałam tak myśląc o nim. byłam szczęśliwa. dawno (nawet na jawie) nie czułam czegoś takiego. Radek wrócił do namiotu. położył się obok mnie bliżej niż ostatnio. czułam jego ciepło na mym ciele. tuż przy swoich miałam jego oczy. uśmiechnął się do mnie czule…
obudziłam się…ale to nie koniec. po chwili zasnęłam znowu.
tym razem byłam na jakiejś polanie. był dzień. dookoła nie było nic prócz soczysto zielonej trawy. mijałam jakichś ludzi. jacyś chłopcy grali w piłkę nożną. w międzyczasie coś się działo, ale nie pamiętam co dokładnie. wiem, że spotkałam jakichś znajomych, chwilę z nimi rozmawiałam (coś o ocenach z kolokwiów) i szłam dalej. nagle doszłam do ogromnej drewnianej bramy. była wielkości dwupiętrowego bloku. drzwi (sennik drzwi) były otwarte. zauważyłam, że przechodzą przez nie. ja zamiast też tak zrobić, weszłam na górę i na wpół przechylona przez furtkę krzyknęłam do nich. powiedziałam z radością, że zaliczyłam kolokwia, i że będę zwolniona z egzaminów. pamiętam, że koleżanka była jakby trochę zazdrosna o moje oceny. mówiłam coś o ocenie z prawa, ona, że pytała o filozofię. odpowiedziałam, że to też mam zaliczone. zeskoczyłam na dól. wtedy obok zauważyłam uśmiechającego się do mnie chłopaka. powiedział do mnie „cześć Marta. co słychać?”. kojarzyłam go skądś, ale nie mogłam dojść skąd. nie pamiętałam jego imienia. byłam trochę zmieszana, bo z początku nie skojarzyłam kim jest. zaczął mnie o coś pytać (już nie pamiętam o co). ja coś mu odpowiedziałam. odeszliśmy od bramy. szedł ze mną, choć nie do końca tego chciałam.
obudziłam się…tym razem na dobre ;P
ciekawy sen…szczególnie jego pierwsza część
ciekawe co znaczy ta dziwna wielka brama…


(2 głosów, średnio: 4,50 na 5)

Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.