31.12.08
Czarna msza
Stałam na jakimś wielkim moście, było ciemno, późny wieczór. Pod tym mostem, z wielkimi betonowymi filarami było sporo miejsca i przestrzeni, trawa, może rzeka, ale nie widziałam. I tam na dole zbierali się ludzie z całego świata, jakiś wielki zjazd, ubrani na czarno…to były przygotowania do czarnej mszy… Na środku rozłożona była wielka plansza z pentagramem, dokoła niej paliły się świece. Widziałam ludzi ubranych w jakieś stare łachy, albo w takie worki pokutne, na szyi mieli przywiązane wielkie kamienie, mieli przechodzić jakąś inicjacje, wprowadzenie do środowiska satanistycznego, oddać dusze diabłu itd…
Ktoś spojrzał na mnie z dołu i w tym momencie znalazłam się w kościele, była msza. Za chwile ogromne poruszenie wśród wiernych, słychać było gdzieś w oddali muzykę i śpiewy w jakimś dziwnym języku, ale nie takie zwykłe śpiewy, takie szatańskie, jak w filmie „Omen” np. Coraz głośniej było je słychać, ludzie stojący z tyłu zaczęli się z przerażeniem rozchodzić na boki, po czym reszta zrobiła tak samo, na środku zostało przejście. Ja siedziałam pod ścianą tuż obok drzwi (sennik drzwi). Drzwi się otworzyły, do kościoła zaczęli wchodzić ludzie w czarnych płaszczach i kapturach na głowach, szli dwójkami, mieli czarne świece i spuszczone głowy, niektórzy nieśli mniejsze lub większe trumny, też czarne. Gdzieś pod koniec kilku ludzi niosło ogromną czarną trumnę, a raczej coś w rodzaju wysokiego sarkofagu, pięknie zdobionego, z wielkimi metalowymi okuciami i uchwytami. Nikt mi nie mówił co tam jest, ale ja wiedziałam. Był tam uśpiony diabeł, taki, który jest czasami przedstawiany jako taki potwór z rogami, kopytami itp. Miał zostać wskrzeszony na tej wielkiej czarnej mszy. Nie był to jednak szatan, ten najważniejszy.
Ludzie Ci przeszli przez kościół (sennik kościół) i wyszli drugimi drzwiami za ołtarzem, szli na miejsce spotkania. Zrobiło się cicho, ludzie stali w przerażeniu. Była tam jeszcze taka kobieta (sennik kobieta), w czarnej sukni i w szpiczastej fioletowej czapce jak mają czasami wróżki w bajkach. Zaczęła drwić z dziewczynki, która siedziała obok mnie, że jest taka czysta i pobożna itp. Bałam się, że będzie ją chciała tam zabrać. Nagle zerwał się wiatr. Kobieta powiedziała „zaczyna się” i pobiegła w stronę tych drugich drzwi. Do kościoła zbliżała się postać na czarnym koniu, w płaszczu i czarnym kapeluszu, nie było widać twarzy…to był szatan. Mknął na tym koniu jakby ponad ziemią, w powietrzu, a cała ta postać jakby rozmazywała się. Oprócz przerażenia czuć było swego rodzaju pokorę przed ogromną siłą tego Zła. Za nim wleciało jeszcze stado kruków i znowu nastała cisza.
Wiedzieliśmy wszyscy, że trzeba jak najszybciej stamtąd zwiewać. Ponieważ byłam przy drzwiach uciekałam jako jedna z pierwszych. Musiałam przebyć dziwną drogę, musiałam przejść przez trzy takie małe ogródki, jeden po drugim, przez trzy furtki, które były osadzone w małych płotkach, które to w zasadzie można by swobodnie przejść lub przeskoczyć, ale ja wiedziałam, że muszę przejść przez te miniaturowe furtki, które były otwarte na oścież. Przy płotkach coś rosło, jakieś badyle, ale nie były suche, raczej dopiero coś miało na nich zakwitnąć, podejrzewam, że takie róże ogrodowe. Przy przejściu przez ostatnią furtkę obudziłam się…
Byłam przerażona i sparaliżowana ze strachu, nie mogłam się ruszyć. Jedyna rzecz jaka przychodziła mi do głowy to pomodlić się… byłam tak zmęczona tymi nerwami, że o dziwo szybko zasnęłam. Rano cała się trzęsłam, nie mogłam dojść do siebie, to było tak realne i wyraźne…



(1 głosów, średnio: 4,00 na 5)

nieźle. ciekawy sen. ciekawe co by było, gdybyś poszła obejrzeć przebudzenie demona…