14.04.09
Cud na dłoni
Nie pisało się ostatnio. Wielkanoc, wiadomo.
Święta w Tatrach, więc sennikowi czasu poświęcałem zero. Wiele niespamiętanych, wiele niespisanych snów umknęło w próżnie pustej dziś już pamięci. Kontynuacje poświąteczną więc rozpoczynam od nocy ostatniej.
Przebudziłem się (tak to właśnie wyglądało) w jakimś zdezelowanym pomieszczeniu. Na pierwszy rzut oka pokój, jasno oświetlony promieniami słońca wpadającymi do środka przez niedbale rozwarte okna, wyglądał na postnuklearną ruinę, z drugiej strony mógł to być jednak efekt niechlujnego projektanta wnętrz z lat 70′tych polskiego komunizmu. W każdym razie wyposażenie, włącznie z przedmiotami codziennego użytku wyglądało na stare, zaniedbane, zużyte i porozwalane w powszechnie panującym tu bałaganie.
Zrobiłem kilka kroków na przód, w stronę zawalonej garnkami kuchenki, a przynajmniej wyglądało to jak kuchenka, a te pordzewiałe graty jak rzekome garnki. Zatrzymałem się nagle, gdy na zabitej długimi dechami podłodze, wśród całych tych śmieci, przyuważyłem coś co zwróciło mą uwagę.
Schyliłem się, ująłem to w obie dłonie naraz i przyjrzałem się maleństwu z poczochranym futerkiem i wykrzywionym w zaschłym spazmie pyszczkiem. To była mysz (sennik mysz), zdechła mysz.
Zamknąłem ją w swoich dłoniach, które przyłożyłem do ust. Przez szparę między kciukami powoli i systematycznie w ciągu kilku chwil dmuchałem na mysie truchło ciepłe powietrze. Nie wiem jak to możliwe, ale zaraz poczułem ruch. Musiałem szybko zacisnąć dłonie, bo inaczej nagle ożywiona mysz umknęła by mi w mgnieniu oka. Niespodziewane, ożywiłem martwe.
i to było by piękne (jak na swój sposób) zakończenie snu, ale niestety był ciąg dalszy.
Razem z żywą myszką w dłoni, zrobiłem krok na przód… i potykając się niezdarnie o coś na podłodze, przewróciłem się, rozgniatając własnym ciałem biednego gryzonia na miazgę.. -_-’
ops.
Właściwe, chyba wiem jak sobie zinterpretować ten sen.
Otóż, choć pewnie niektórym wyda się to głupie i śmieszne, zawsze miałem odwieczne marzenie, by uzdrawiać cierpiących w cudowny i niewytłumaczalny współczesnej nauce sposób. Z pomocą dłoni, myśli, uczuć, snów, muzyki itd. Nie dla sławy i kasy, ale dla ludzi, dla samych potrzebujących. Zawsze nieodmiennie owe pragnienie łączyło się z moim wielkim marzeniem wędrowca. O tym być może mówi wątek z ożywieniem myszki.
Bałagan w pokoju, to za pewne ja.
Z kolei ostatnia część snu, gdy to mysz rozgniatam, może być niechybnie odwzorowaniem tego, że na co dzień (sennik dzień) wciąż tylko marze, a w rzeczywistości brakuje mi nieustannie śmiałości, wiary i pewności siebie, plus to nieznośne poczucie, że tak na prawdę zamiast pomagać innym, niczego nie zmieniam.
a jestem masażystą.


(1 głosów, średnio: 4,00 na 5)

Interesujący opis. Chetnie poczytam pozostałe sny
Dziękuje