01.12.08
Cmentarz…
Kilka dni temu mialam bardzo realny sen z ktotego pamietem duzo szczegolow , wlasciwie byl to jeden z 4 tej nocy i kazdy byl realny ale ten najbardziej mnie zadziwil w sensie ze nie wiadomo z kad sie wzial…
Poczatek jaki pamietam : Laka , dosyc ciemna zielen trawy jakby w cieniu , pojedyncze drzewa i krzaczki.Na lace tej cmentarz , groby zrobione z galazek , krzyze z wiekszych patykow badz galezi , jednak nie wiele wystajace ponad trawe. Paru zolnierzy , odziani w jakies lachy napewno nie mundury , na glowie czapka z korzucha a twarz (sennik twarz) pomalowana na czrno, szyja juz nie i co najdziwniejsze kazdy taki sam identyczne twarze, ciala, ubrania wszystko. Pochylali sie nad grobami jakby w duszy sie modlili a na ich twarzy malowal sie niewyobrazalny smutek. Ja jako obserwator bylam malym dzieckiem ok 3letnim i ze mna bylo jeszcze mlodsze dziecko (sennik dziecko) gdzies w niedalekiej odleglosci od zolnierzy. Nagle nie wiadomo skad jak to w snach bywa pojawia sie kobieta (sennik kobieta) w jasnej sukience wkolo niej grupka dzieci (sennik dzieci) nie starszych niz 8 lat. Dzieci wyciagaja niewiadomo skad karabiny czy pistolety i zabijaja zolnierzy po czym mowia takie haslo :” To protect our mather”. Ja widze cala sytuacje i czuje strach ze i nas zabija . odchodzac niemalze sie o nas ocieraja jednak nie zauwazaja naszej obecnosci… koniec snu
Wlasciwie to nie wiem czemu pomyslalam ze ludzie na cmentarzu sa zolniezami, takie mialam odczucie zaraz po przebudzeniu i do tej pory tak myslalam , ale teraz mam troche inne spojrzenie na ten sen … bo oni wlasciwie nie koniecznie byli zolnierzami…






Napisz komentarz:
Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.