Wszystkie wpisy, których autorem jest trzyjedendwa

Wiosenny dzień

Był to ciepły wiosenny dzień (sennik dzień), wracałem ze sklepu a w reklamówce foliowej niosłem mleko i płatki śniadaniowe. Szedłem przez swoje osiedle mijając bagno, kościół (sennik kościół) i koło ogromnego wzniesienia (górka, pełna zieleni, jeden z najwyżej położonych punktów w mieście). Przechodząc przez podnóże góry, mój wzrok zatrzymał się na pewnej osobie. Osoba ta zajęta była wspinaczką po ścianach starych budynków w okolicy wzniesienia, jednakże w rzeczywistości one nie istnieją.  Nie mógł on wspiąć się wyżej niż 3-4 metry w górę, ciągle spadał mniej więcej w tym samym miejscu i zaczynał wspinaczkę od nowa.   Podszedłem bliżej i okazał się to być pewien piosenkarz z zespołu za którym nie przepadam, jednak spotkanie kogoś sławnego na własnym osiedlu nie mogło być tylko sekundową chwilą, więc postanowiłem rozpocząć rozmowę. Przywitałem się po polsku i spytałem o drogę do centrum, ponieważ nie chciałem się narzucać ani wyjść na fana. Osoba ta nie mówiła po polsku, ale była bardzo pogodna i w moim wieku (20 lat). Rozmawiając po angielsku, wywnioskowałem że jest to dowcipna osoba, która lubi wyzwania i szaleństwa. Po paru minutach jednak powiedział, że musi wracać do treningów wspinaczki i odszedłem. Idąc wysokimi schodami w dól mijałem jakichś turystów, ubranych w większości na biało. Na dole schodów, niedaleko mostu, zauważyłem kolejnego piosenkarza, z tego samego zespołu, który też wspinał się na stare budynki z czerwonej cegły w rzeczywistości nie istniejące. Był to piosenkarz z tego samego zespołu, również w moim wieku i z nim również rozpocząłem rozmowę. On jednak mówił po polsku i opowiadał o tym, że zna polski bo ma dziadka z Polski, a bardziej szczegółowo mówiąc z Gdyni. Zaprosił mnie na imprezę w lesie, takie ognisko z pieczeniem kiełbasek i dużą ilością alkoholu. W domu przygotowałem się do ogniskowej popijawy. Gdy wychodziłem było już ciemno, na ognisko dotarłem pieszo w 30 minut bez żadnego problemu. Było mnóstwo ludzi, skakaliśmy przy ognisku piliśmy i ogólnie panowała świetna atmosfera. Nagle zapadła nienaturalna ciemność, gdyby nie ognisko nie byłoby zupełnie nic widać, ludzie świecąc telefonami pod nogi zaczęli uciekać, a coś nas goniło.Ludzkie postacie, które wyszły z bagna, bardzo sprawne fizycznie, zaczęły gonić nas tam zebranych. Parę osób wśród zebranych imprezowiczów też okazao się tymi istotami i goniło nas. Błądziłem w lesie