22.04.09

Anioł w Himalajach

porport

Jestem w Himalajach. Wspinam się mozolnie, brakuje mi już sił. Przede mną wspina się mój dziadek; jest kimś w rodzaju guru, prowadzi mnie przez góry. Nie znam celu wędrówki, albo jestem tak zmęczona, że go nie pamiętam. Wreszcie, gdy czuję, że naprawdę dłużej nie dam rady, dziadek wchodzi na najwyższą półkę. Podciągam się za nim, widzę jego ciepły, wyrozumiały uśmiech.

Jest ciepło, wspinamy się w letnich ubraniach. Przed nami widać dolinę a potem następne szczyty, tym razem już oblodzone. Tutaj rośnie trawa i drobne, żółte kwiatki. Czuję, że nie pójdę dalej. Już mam o tym powiedzieć dziadkowi, gdy on z uśmiechem pokazuje mi metalową zjeżdżalnię. Chwyciwszy się dwóch poręczy odbija się mocno, i już po chwili macha do mnie z doliny. Boję się, ale chwytam się również; odbijam się mocno, a wtedy poręcze rozjeżdżają się, spod nich wyłania się ostry, metalowy pręt i przebija moją klatkę piersiową. Na sekundę tracę przytomność, potem widzę już z boku moje ciało (sennik ciało), jak zjeżdża po tym pręcie na samo dno doliny.

Wtedy zdaję sobie sprawę, że unoszę się w powietrzu. Dociera do mnie, że umarłam. Słyszę śpiew. Nie rozumiem języka, ale wiem, że to śpiewają anioły, które przyszły mnie poprowadzić. Nie widzę ich jeszcze ale wiem, że wkrótce je zobaczę, i że też będę umiała tak śpiewać.

Wtedy przypomina mi się dziadek, i robi mi się strasznie smutno z jego powodu. Wiem, że jest gdzieś całkiem nie daleko, i że na pewno obwinia się o moją śmierć. Postanawiam go odnaleźć, i chociaż ciężko mi jest odejść od tego śpiewu, odwracam się i frunę nad doliną. Jest mnóstwo słońca i kwiatów, czuję wiatr na twarzy. Szukam go bardzo długo, i gdy już prawie tracę nadzieję, dolatuję do sadu.

Na drzewach wiszą wielkie ciężkie jabłka. Dziadek siedzi przy drewnianej ławie, naprzeciwko niego anioł z końcami skrzydeł zanurzonymi w trawie, pomiędzy nimi butelka wódki i dwa kieliszki. Dziadek nalewa do nich obu, jeden wypija on, drugi anioł. Wtedy zdaję sobie sprawę, że dziadek tego anioła nie widzi, że jest samotny i przerażony, i że nie wie nawet, co dzieje się z wódką z drugiego kieliszka. Chcę krzyknąć na anioła, żeby go nie straszył jeszcze bardziej, ale on odwraca do mnie głowę, patrzy mi poważnie w oczy swoimi czarnymi, mądrymi, pozbawionymi białek oczami i mówi:

-Każdy człowiek ma swojego anioła, żeby miał z kim pić i żeby nie był tak do końca sam.

Budzę się słysząc jeszcze brzmienie jego ciepłego głosu.


1 vote, average: 5,00 out of 51 vote, average: 5,00 out of 51 vote, average: 5,00 out of 51 vote, average: 5,00 out of 51 vote, average: 5,00 out of 5 (1 głosów, średnio: 5,00 na 5)
You need to be a registered member to rate this post.
Loading ... Loading ...

Napisz komentarz:

Aby komentować musisz być zalogowany, zaloguj się.


RSS