Miesięczne archiwum: Wrzesień 2012

Jak przez mgłę…

Pewnego czerwcowego dnia, wybrałem się rano na wykład… zapowiadał się piękny poranek, słońce rozgrzewało, za szyby autobusu, moją twarz (sennik twarz) i oczy wpatrzone, w przemijający obraz (sennik obraz) miasta… moja punktualność, odbiega troszeczkę od normy i spóźniłem się… otwierałem drzwi (sennik drzwi) od sali, zerkając na zegarek… były 4 minuty po ósmej… wchodząc, skupiłem na sobie kilka spojrzeń słuchaczy, jednak nie przeszkodziło to wykładowcy… chyba, był wyjątkowo skupiony… jak zwykle, zająłem swoje ulubione miejsce i starałem się, zrozumieć dobiegające informacje… jednak po upływie może kwadrans-u, oparty o stolik… nawet, dobrze nie pamiętam… zamyślony, w jednej chwili zasnąłem… moment ciszy, odleciałem… ŚNIĘ… niby, nic się nie dzieje… lecz do mojej świadomości, zaczynają trafiać słowa… przecież, to głos wykładowcy…? wraca wyobrażenie pomieszczenia i siedzących osób… słucham… od słowa, do słowa… choć, wszystkiego nie pamiętam… w pewnym momencie… moją uwagę skupia, wyczytywana lista obecności… nazwisko, za nazwiskiem… czekam… i jest… „(…) Pan Jakub Bartkowiak – jest!” wyobraźnia szybko mi przypomniała, że jestem na przeciwko miejsca w jakim stoi biurko wykładowcy… i bez zastanowienia… jakby, działo się to na żywo… ręką podpierającą głowę o stolik, macham… ponownie słyszę „(…) Pan Jakub Bartkowiak…” mówię „tutaj…!” i nic… po chwili, kolejne nazwiska… tak jeszcze, jakiś czas… NAGLĘ… budzę się… otwieram oczy… czuję, zimny pot… jestem mokry… odrywam odciśniętą dłoń (sennik dłoń) od twarzy… nie wiem, co się dzieje… myśli, wirują w głowie… spałem… jednak wszystko, szybko wraca do normy… ostatnie nazwisko… i słyszę pytanie… „czy jakiejś osoby, nie wyczytałem…?” bez wahania, podnoszę rękę… ” Tak… Pana nazwisko…? – odpowiadam… Bartkowiak, jest na liście…!” „faktyczne…? zaznaczyłem Panu nieobecność… – przepraszam, przysnąłem…!” kolega siedzący niedaleko… odwracając się do mnie… mówi „nie martw się, to ta pogoda…” zdziwiony całą sytuacją, uspakajam się… spoglądam na zegarek… było, 5 po dziewiątej…

Głupi sen

A więc biegnę przez las za swoim psem, co mi ze smyczy się urwał. Biegnę pod górę, pogoda jest ładna, las typowy polski. Nagle widzę tory kolejowe. pies (sennik Pies) przebiegł przez tory, a ja za nim. Po prawej stornie znajduje się przejazd kolejowy, i szlaban. W tym momencie niespodziewanie znajduję się na lewitującej skale. Sporych rozmiarów kawał ziemi unosi się w powietrzu. Rośnie na nim trawa. Pies siedzi na tej skale i debilnie patrzy się w dal.